niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 12 - Znamię


  • Jakoś nie chce mi się wierzyć, w to, że Roura jest twoim ojcem. - powiedział Marc gdy usłyszał o wszystkim - Może gdybyście byli trochę do siebie podobni...
  • A myślisz, że mi jest łatwo? Przez tyle lat byłam pewna, że mój ojciec nie żyje. - głos lekko mi się załamał, a Marc natychmiast mnie przytulił.
  • Zostaniesz na noc? - spytał po chwili.
  • Nie dzisiaj. Mama jest u mnie. - odpowiedziałam.

Posiedziałam jeszcze tylko godzinę u Marca i wróciłam do siebie.
Mama spała na kanapie w salonie. Miałam zaproponować jej nocleg w "małym" pokoju ale nie chciałam jej budzić.
Wykąpałam się szybko i wskoczyłam do mojego łóżka.
Rankiem nie było łatwo mi się obudzić. Wolałabym jeszcze trochę pospać. Jakoś udało mi się jednak w końcu wydostać z łóżka i udałam się do kuchni.
Zastałam już tam mamę.

  • Dzień dobry. - uśmiechnęłam się lekko.
  • Cześć. - odpowiedziała - Myślałam, że nie wróciłaś na noc.
  • Spałaś już. Dlaczego nie położyłaś się w mniejszej sypialni?
  •  Chciałam zaczekać aż wrócisz, ale zasnęłam.

Rozmowa się nie kleiła. Atmosfera panująca w pomieszczeniu wydawała się być dość napięta.
Nie potrafiłam tak długo... W końcu to moja mama.

  • -Mamo - zaczęłam - Chciałam się przeprosić. Głupio się wczoraj zachowałam. Wybuchłam niepotrzebnie. A ty chciałaś tylko przecież dobrze dla nas wszystkich. - podeszłam do mojej rodzicielki i przytuliłam ją.
  • Skarbie. - zaczęła - Wtedy to mi się wydawało najlepszym pomysłem. Nie chciałam niszczyć Jordiemu życia. Myślałam, że się nigdy nie domyśli. - westchnęła - Spójrz - wskazała na wewnętrzną część mojej dłoni - Macie dokładnie to samo znamię. Musiał je zobaczyć i sam się domyślił.



Mama postanowiła pójść do domu Tito, odwiedzić ciocię, ponieważ wuja znów jest w Nowym Jorku.
Po mnie przyjechał Marc i pojechaliśmy na trening Blaugrany.

  •  Rozmawiałaś z mamą? - spytał.
  •  Tak. Przeprosiłam ją za mój wybuch. - odpowiedziałam - Rozumiesz, że Roura sam się wszystkiego domyślił ?
  •  Jak?
  • Zerknij. - rozłożyłam dłoń.
  • woje znamię. I co to ma ze wszystkim wspólnego?
  •  Roura...- zawahałam się - Ojciec, ma takie samo.
  • Dziwne. Nigdy nie zauważyłem.
  • Może nie zwróciłeś uwagi.

Dojechaliśmy już do naszego celu.  Marc udał się przebrać w strój treningowy, a ja podeszłam do Loreny, którą zauważyłam.
Ciąża jej służy. Wygląda kwitnąco. I całe szczęście czuje się dobrze.
Narzekała tylko, że Cristian trochę za bardzo się wszystkim przejmuje i nie daje jej czasami chwili w samotności.
Rozmawiałyśmy spokojnie, dopóki nie zauważyłam Roury.
Wiedziałam, że będzie chciał ze mną porozmawiać.  Odetchnęłam głęboko.
____________________________________________________________________

Możecie mnie zabić.
Wiem, że krótki ale nie potrafię ostatnio zbyt wiele napisać...
Wybaczcie..

piątek, 7 marca 2014

Rozdział 11 - Tata

  ,'Marc',


Nadal w to nie wierzę. Ja. Angie jesteśmy razem. To co ostatnio czuje jest nie do opisania. Jestem szczęśliwy jak nigdy wcześniej.
Taka wspaniała istota odwzajemniła moje uczucia. To jest niesamowite.
Do tej pory pamiętam jak pierwszy raz ją zobaczyłem, gdy przyszła z Tito na trening. Była może trochę speszona, ale zaprezentowała nam swoje umiejętności. Wtedy jeszcze bardziej mi zaimponowała.
Udało nam się jakoś zaprzyjaźnić. Spędzaliśmy razem coraz więcej czasu, a Angelica stawała się dla mnie coraz ważniejsza
. A teraz mam ją obok siebie. Tak blisko.

  • Długo nie śpisz? - przebudziła się. 
  • Trochę. - ucałowałem ją w czoło - Jak się spało?
  • Z tobą wspaniałe kochanie.

,'Angie',

Marc powędrował do kuchni przyszykować śniadanie, a ja zajęłam w tym czasie łazienkę.
Po szybkim prysznicu udałam się do kuchni, gdzie na stole czekały już kanapki.
  • Tylko tyle umiem zrobić, ale mam nadzieję że będzie smakowało. - uśmiechnął się Marc.
  • Na pewno. - pocałowałam go.

listopad 2013

Wróciłam właśnie z zakupów. Zdarzyłam rozpakować wszystko i zasiadłam z laptopem na kanapie.
Po godzinie spędzonej "w sieci" usłyszałam dzwonek do drzwi.Szybko odłożyłam laptopa i udałam się tam skąd pochodził dźwięk.
Wyjrzałam przez judasza.
Obecność mojej mamy mnie by tak mocno nie zdziwiła, ponieważ obiecała, że niedługo przyleci, ale dlaczego jest z nią Roura.
Otworzyłam drzwi i wpuściłam oboje do środka. 
  • Cześć mamo - przytuliłam moją rodzicielkę.
  • Hej - przytuliła mnie mocno do siebie -Córeczko, tak bardzo za tobą tęskniłam. - już prawie się rozpłakała.się, 
  • Cieszę się. że przyleciałaś. - uśmiechnęłam się - Ale co Ty tu robisz?- spytałam wprost Rourę.
  • Musisz znać prawdę. - odpowiedziała za niego moja matka. 
Zaprowadziłam oboje do salonu. 
Wyłączyłam laptopa, który jeszcze stał na stoliku. Szybko poszłam do kuchni i zrobiłam kawę. Cały czas zastanawiałam się jaką "prawdę" mam poznać. Zaniosłam kubki z kawą do salonu i usiadłam na przeciw moich gości. 
  • Teraz możecie powiedzieć o co chodzi. 
  • Chodzi o prawdę o twoim ojcu. - po raz pierwszy odezwał się Roura. 
  • Moim ojcem był Eric, który zginął w wypadku zaraz po moim urodzeniu, więc nawet go nie znam. - wyrecytowałam.
  • Nie. -zaprzeczyła moja matka - Twoim ojcem nie jest Eric tylko Jordi. - natychmiast schowała twarz w dłoniach.
  • Co? - podniosłam się z zajmowanego miejsca - Jak to możliwe? Dlaczego mnie oszukiwaliście?
Roura chyba wolał się nie odzywać.
  • Pokłóciłam się wtedy z Eric'ciem. Jordi przyszedł do twojego wuja., którego akurat nie było. Widział w jakim jestem stanie i nie chciał mnie zostawić samej.
  • Nie chce tego słuchać. - powiedziałam - Tylko dlaczego, dlaczego przez tyle lat mnie okłamywaliście?
Roura nadal milczał. Cały czas mówiła moja matka. 
Tłumaczyła, że Jordi miał już  żonę... I co miała tak nagle rozwalić mu życie? A o tym, że jej moim ojcem sam Jordi dowiedział się 2 tygodnie temu.  Owszem, od początku coś podejrzewał, ale moja matka każdemu potrafiła wmówić korzystniejszą dla siebie wersję. 

Mama została oczywiście u mnie. Strasznie ciężko mi się teraz z nią rozmawiało po tym wszystkim.
Nie mogłam sobie znaleźć miejsca w mieszkaniu, więc postanowiłam pojechać do Marc'a.
  • Wychodzę. - powiedziałam stając w wejściu do salonu.
  • Gdzie?  -spytała mama.
  • Do mojego chłopaka.
  • Nie wiedziałam, że się z kimś spotykasz.
  • Od niedawna.
  • Mam nadzieję, że kiedyś go poznam.
  • Może. - wzruszyłam ramionami.
Taksówka czekała na mnie pod blokiem.


Bardzo szybko znalazłam się pod domem Marc'a. Zapłaciłam kierowcy w wysiadłam z samochodu.
Drzwi od domu były otwarte więc weszłam do środka.
W korytarzu przywitała mnie Nina.
  • No cześć. - pogłaskałam suczkę - Gdzie jest pan?
Buldog angielski pobiegł do salonu, więc tam też się udałam.
Marc pochrapywał na kanapie.
  • To jak Nina, która budzi? - spojrzałam na psa.
Suczka natychmiast wskoczyła na kanapę i zaczęła lizać swego właściciela po twarzy.
  • No tak, po co pytam. - westchnęłam.
  • Nina, kochanie zostaw mnie. - odezwał się Marc. 
  • Kochanie? Czy mam być zazdrosna? - powiedziałam.
  • Ooo.. Angie. - ożywił się Marc. Szybko wstał z kanapy i znalazł się obok mnie.
  • Nie tak szybko. - zaśmiałam się. - Nina Cie całego ośliniła.
  • Ciebie też może. - uniósł swoje ukochanie zwierze. 
  • Ja chyba podziękuję. - uśmiechnęłam się.
  • Wyglądasz jakby coś Cię męczyło. - powiedział poważnie Marc - Coś się stało?
Usiedliśmy na kanapie i opowiedziałam mu o wszystkim, co się dzisiaj dowiedziałam.

____________________________________________________________________
Rozdział 11 ląduję na blogu xdd
Nie wiem szczerze jak mi wyszedł... Wy ocenicie :D

CZYTASZ=KOMENTUJESZ 


Marc Bartra & Nina (14/08/13)Marc Bartra & Nina (14/08/13)

No to ten... Marc i Nina :D

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 10 - Opowiadaj

Gdy Marc pojechał na trening ja udałam się do Loreny, od której dostałam wiadomość z prośbą o przyjazd. Zaniepokoiłam się trochę, ponieważ myślałam, że coś jej się stało.
Całe szczęście Lorena otworzyła mi cała i zdrowa.
Dziewczyna zaprosiła mnie do środka.

  • A teraz opowiadaj. - powiedziała, gdy tylko się wygodnie rozsiadłyśmy.
  • Ale o czym? - próbowałam udać głupią, ale momentalnie zaczęłam się szczerzyć.
  • Angie, ty już dobrze wiesz o czym. - uśmiechnęła się przyjaciółka - Cris już mi nadał, że byłaś u Marc'a. I nie uznaje gadki, że przyjaciele mogą u siebie nocować. 
Na i musiałam się wygadać Lorenie, jak najkrócej opowiedziałam, jej o większości rzeczy, które się wczoraj wydarzyły. 
  • Nie masz pojęcia jak się cieszę. - ciężarna przytuliła mnie - Wreszcie, wreszcie. Obyście tylko byli szczęśliwi. 
Posiedziałam jeszcze chwile u Loreny. Poplotkowałyśmy trochę i udałam się do domu. 
Jako, że mieszkam 20 minut drogi pieszo od Loreny i Cris'a postanowiłam się przejść. 


W mieszkaniu byłam szybciej niż zwykle. Podlałam najpierw moje kwiatki. 
Po przekąszeniu czegoś dobrego postanowiłam poleniuchować trochę przed tv. 
Nie dane mi jednak było cieszyć się spokojem. 
  • Już idę! - krzyknęłam, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Podniosłam się z kanapy i ruszyłam w kierunku wejścia do mojego mieszkania.
  • No cześć kochanie. - na klatce stał Marc. 
  • Hej, hej. Wchodź.
  • Ale entuzjazm. - powiedział chłopak - Tak tylko mówię, ale cała drużyna już o nas wie. - Bartra przytulił mnie. 
  • Cristian? 
  • Tak. - zaśmiał się chłopak - Plotkarz jakich mało.
  • Ale i tak twój najlepszy przyjaciel. - cmoknęłam go w policzek.

Już godzinę siedziałam wtulona w Marc'a. Chłopak nie zamierzał pozwolić mi się ruszyć gdziekolwiek. 
  • Jesteś może głodny? -spytałam. 
  • Nie.
  • Pójdę może po coś do picia.
  • Nie.
  • Nie puścisz mnie teraz, prawda?
  • Dokładnie. - zaśmiał się chłopak - Dzisiaj chce Cię mieć tylko dla siebie. - Marc odwrócił mnie przodem do siebie i zaczął całować. 

  • Kocham Cię, wiesz? - szepnął Marc. 
  • Domyślam się. - uśmiechnęłam się - Ja ciebie też. - pocałowałam go - I to bardzo. 
_______________________________________________________________________
Krótki... Wiem... I przykro mi z tego powodu. 
Bardzo chciałam szybko dodać coś fajnego.
A wyszło to.

czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 9 - Nareszcie

6 listopada 2013

Nick wyjechał. Teraz ciężki okres przed nim, ale wiem, że razem z Zairą na pewno się dogadają i zostaną wspaniałymi rodzicami. 
U mnie i Marc'a na razie bez zmian. Przyjaźń. Miałam przynajmniej dwie okazje by porozmawiać z nim o nas, wyjaśnić ci się wydarzyło. Za każdym razem nie potrafiłam jednak zacząć tego tematu, a Marc'owi do takiej rozmowy chyba też się nie śpieszyło. 
Najważniejsze, że nasze kontakty są znów w miarę normalne. 

- No nareszcie. - westchnęłam, gdy Marc wreszcie otworzył drzwi - Długo miałeś zamiar jeszcze mnie tu trzymać?
- A może cześć Marc, cieszę się, że cię widzę? - uśmiechnął się.
- Tak, tak. Oczywiście. - weszłam do jego domu, zdjęłam żakiet i powiesiłam go na wieszak - Nie najlepiej wyglądasz. Co Ci?
- Tylko stan podgorączkowy. Nic wielkiego. 
- Jesteś blady jak trup. Powinieneś leżeć. 
- Wiesz, - westchnął - Chciałem poleżeć, ale nawiedziła mnie pewna niewysoka dziewczyna. 
- Okej to ja wychodzę. - odwróciłam się w stronę wyjścia. 
- Żartowałem. Zostań. - odwrócił mnie do siebie - Sam zanudzę się na śmierć. 
- Dobrze, ale idź się chociaż na kanapie połóż i przykryj jakimś kocem. A ja sobie wezmę coś do picia. 
- Dobrze szefowo. - powiedział i zniknął z mojego pola widzenia. 
Udałam się szybko do kuchni. Nalałam sobie soku do szklanki. Zauważyłam lekarstwa na stole, więc pewnie Marc już coś brał.
- Cholera, gdzie on poszedł. - zaklęłam, gdy zobaczyłam, że mojego przyjaciela nie było w salonie. - MARC! - wydarłam się.
- W sypialni!
Kiedyś go na prawdę zamorduje. 
Udałam się szybko na piętro. Marc leżał w łóżku przykryty po samą głowę. 
- No więc choruszku. Lekarstwa brałeś? - upewniałam się.
- Oczywiście pani doktor. - uśmiechnął się - Mam nadzieję, że jutro będę mógł normalnie iść na trening. 

Siedziałam u Marc'a cały dzień. Głównie oglądaliśmy filmy, ale też trochę porozmawialiśmy. 
- Musiałabym już sie zbierać. - ziewnęłam. 
- Późno już.  Nie boisz się sama iść? 
- Wydaje mi się, że jestem już na tyle duża, że się nie boję tato. 
- A może ja Cię nie puszcze teraz do domu? - uśmiechnął się siadając - Chyba nie porozmawialiśmy o wszystkim. 
Ocho. Zebrało mu się na poważne rozmowy. Ale kiedyś trzeba porozmawiać. 
- Obiecałem Cristianowi, że zrobię to po wyjeździe Nicka a już trochę czasu od tego minęło. - powiedział. 
- Ale co mu obiecałeś? 
- Chodź tutaj. - poklepał miejsce obok siebie - Hmm.. Nie wiem jak mam zacząć. 
Usiadłam obok niego. 
- Może od początku. - uśmiechnęłam się. 
- A może po prostu to zrobię. - powiedział i zaczął mnie całować. 
Po początkowym zdziwieniu zaczęłam odwzajemniać gest. Wyczułam, że Marc się uśmiecha. Z każdą chwilą nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. 


Rano obudziłam się wtulona w Marc'a. 
Boże, to na prawdę się wydarzyło. 
Chłopak już nie spał. 
- Cześć słonko. - ucałował mnie w czoło - Żałujesz tego?
- Nie. - uśmiechnęłam się najszerzej jak potrafiłam.
Marc chciał coś jeszcze powiedzieć, ale usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Chłopak szybko wstał, założył coś na siebie i zbiegł do drzwi. 
Ja też zaczęłam się ogarniać. Założyłam na siebie wczorajsze ubrania. 
Stanęłam przed lustrem. Oj z mojej twarzy dzisiaj uśmiech tak szybko nie zejdzie. 
- To był Cris. - Marc wrócił do sypialni - Chciał wiedzieć jak się czuje. 
- Powiedziałeś mu coś? 
- Nie. Ale zobaczył twój żakiet w korytarzu... i kazał cię pozdrowić. - przytulił mnie Bartra.
_______________________________________________________________________
Cieszycie się? 

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 8 - Wyjaśnienie

,'Marc',

Po treningu miałem poznać tego przyjaciela Angie. Oczywiście po krótkiej rozmowie z nią Cristian musiał się odezwać.

  • Ty głąbie. - walnął mnie w tył głowy - Mówiłem, że to tylko jej przyjaciel, a ty swoje....
  • Ale jak ich zobaczyłem to... no wiesz...
  • Człowieku! A mam Ci przypomnieć ja Wy się zachowywaliście? Myślę, że to was bardziej można by podejrzewać o coś więcej. - Całe szczęście mówił tak, że reszta drużyny nie słyszała - A teraz... dobra, o wyjeździe tego chłopaka lepiej weź się za Angie. Ona wiecznie nie będzie sama. 


,'Angie',

Czekaliśmy z Nickiem na Cris'a i Marc'a. Miałam nadzieję, że chłopacy się polubią. W końcu wszyscy są moimi przyjaciółmi.
W końcu pojawili się piłkarze.

  • Wiec... Nick, to są Cristian i Marc. Chłopcy przedstawiam Wam Nicka.  - powiedziałam szybko. 
  • Cześć miło Cię poznać. - pierwszy odezwał się Tello. 
  • Witam - uśmiechnął się Bartra. 
  • Bardzo się cieszę, że mogę Was poznać. - powiedział Nick. 
  • Ale chyba nie będziemy tutaj tak stać? Zapraszam do mnie. - powiedział Cristian. 
Tello zadzwonił jeszcze do Loreny i mogliśmy ruszać. Ale ktoś [czyt. Cris] wymyślił sobie, że ja mam jechać autem z Marc'iem, żeby mu nie było smutno samemu, a on zgarnął Nicka.
To było do przewidzenia.
Wsiedliśmy do samochodu Marc'a. Początkowo panowała tam cisza.

  • Będziesz już dzisiaj ze mną normalnie rozmawiał? - odezwałam się pierwsza.
Bartra zjechał ma pobocze.

  • Przepraszam Cię, Angie. - powiedział - Wiem, że zachowałem się dziwnie. Jesteśmy przyjaciółmi i nie powinienem być taki w stosunku do Ciebie. Bardzo będziesz zła jak jeszcze powiem, że byłem zazdrosny o Nicka?
  • Co? - zaczęłam się śmiać - Ty myślałeś, że ja i Nick.... Nie...
  • A co ty byś powiedziała jakbym wybiegł z samochodu i zaczął się przytulać do jakiejś dziewczyny?
  • No dobra. Ale trzeba było się się spytać kto to. - uśmiechnęłam się. 
Ruszyliśmy.
Ale chwila. To chyba dopiero do mnie w całości dotarło. On powiedział, że był zazdrosny.
Czyli czuje coś do mnie... To chyba dlatego tak się zachował.
- Marc. Na prawdę byłeś zazdrosny? - spytałam po chwili.
- Możemy porozmawiać później? Jesteśmy na miejscu.

,'Marc'.

Jechałem z Angie do domu Cris'a. Nie odzywałem się, bo nie wiedziałem co powiedzieć. Jednak to Angelica odezwała się pierwsza.
Wyjaśniłem jej wszystko najkrócej jak potrafiłem. Niechętnie ale przyznałem się do tego, że byłem zazdrosny o jej przyjaciela.
Wydawało mi się, że nawet nie przejęła się tym. Poczułem ukłucie  w sercu. Wyszło na to, że jestem dla niej tylko przyjacielem.

  • Marc. Na prawdę byłeś zazdrosny? - spytała.

Czyli jednak... Chciałbym jej powiedzieć co czuję, ale co jeśli ona mnie wyśmieje?

  • -Możemy porozmawiać o tym później? 


,'Angie',

W domu Tello siedzieliśmy z trzy godziny. Całę szczęście chłopacy złapali dobry kontakt.  Znaleźli wspólny temat i jak zaczęli rozmawiać to nie mogli skończyć.
A ja znalazłam chwilę by porozmawiać z Loreną.

  • Fajny ten twój przyjaciel. - powiedziała, gdy przeniosłyśmy się do sypialni jej i Cristiana. - Cłopacy polubili go. 
  • Zauważyłam. - uśmiechnęłam się - Tylko zdziwiło mnie to, że Marc był o niego zazdrosny. 
  • To wiem. 
  • Skąd?
  • Bo Marc jak zobaczył Ciebie z Nickiem to przyjechał się do nas wyżalić. - powiedziała. 
  • Co?
  • No mówię, że Marc przyjechał porozmawiać z Cristianem od razu po tym jak zobaczył ciebie z Nickiem. 

Czyli na prawdę to na niego "wpłynęło" . Czuje coś do mnie.
Ale czy po dzisiejszej krótkiej rozmowie nie pomyślał, że ja nie chcę "czegoś więcej"?
Muszę z nim jak najszybciej porozmawiać.
______________________________________________________________
No to mamy kolejny epizodzik. Mam nadzieję, że Wam się spodoba :D


 Dagrasia, kochanie ja też nie wiek kto mnie tak denerwował ♥


Shaki *.*

wtorek, 21 stycznia 2014

Rozdział 7 Zwiedzanie

Rano obudziłam się o wiele szybciej niż Nick. Właściwie to nie spałam prawie wcale. Wszystko o czym wczoraj się dowiedziałam, co wczoraj się wydarzyło nie pozwoliło mi zmrużyć oka do wczesnych godzin porannych.
Szybko się ogarnęłam  i poszłam do kuchni zrobić śniadanie. 
Wkrótce dołączył do mnie Nick.
-Pokaże Ci dzisiaj miasto. - zaproponowałam - Co ty na to?
- Ciekawy pomysł. - uśmiechnął się - W końcu nie wiem, kiedy znowu tutaj wpadnę.
Tak naprawdę chciałam, żeby Nick na chwilę zapomniał o wszystkim. No i ja też chciałam na moment oderwać się od myślenia o Marc'u.


Pokazałam Nick'owi większość wartych zobaczenia miejsc w Barcelonie. Do swojej "kolekcji" Nick dołączył zdjęcia m.in. w katedrze Sagrada Familia, na Tibidabo , przed Casa Batllói oczywiście na terenie Park Güell.
- O widzę ten twój ukochany stadion. - zaśmiał się Nicky.
- Cieszę się, bo tam własnie idziemy.
 Podeszliśmy pod Camp Nou.  Ja, jak to ja, załatwiłam nam tam wejście bez problemu.  Oprowadziłam przyjaciela po stadionie. Przy wyjściu zauważyłam, że powoli na trening zjeżdżają się piłkarze.
-Może chciałbyś zobaczyć trening najlepszej drużyny świata?
-Czemu nie.- uśmiechnął się - Potem możesz mi przedstawić twoich znajomych. \
-Oczywiście Nicky.
Szliśmy powoli w stronę obiektów treningowych.
Po drodze podszedł do nas Jordi Roura, któremu od razu przedstawiłam mężczyźnie mojego przyjaciela. Zanim dotarliśmy do celu minęli nas jeszcze śpieszący się piłkarze, krzycząc tylko krótkie "Cześć".
Na miejscu jednak brakowało jeszcze jednej osoby.

,'Marc',

- Cholera! Spóźnię się na trening. - krzyknąłem do siebie, gdy zobaczyłem która już godzina.
Trener mnie chyba zabije. Znowu.
Przez całą noc nie mogłem spać. Męczyły mnie myśli o Angie i tym chłopaku. Dlaczego nic mi o nim nie powiedziała?
Byliśmy przyjaciółmi. Ja mówiłem jej nawet więcej niż Cris'owi. A ona...
Może na treningu przestanę o niej myśleć.
Szybko się ogarnąłem, chwyciłem torbę i pojechałem na trening.

,'Angelica',

Większość piłkarzy Azulgrany zaczęła już biegać pierwsze kółeczka. Wkrótce pojawił się również Bartra.
Chwilę porozmawiał z trenerem, pewnie tłumacząc mu powód swojej niesubordynacji. Za moment truchtał już z innymi.
Przebiegając obok mnie i Nick'a spojrzał na chwilę w naszym kierunku. Pomachałam mu, ale natychmiast odwrócił wzrok.


Po półtorej godziny Tata dał kilku piłkarzom chwilę przerwy, gdy reszta grała 4x4.  Powiedziałam Nick'owi, że podejdę na chwilę do Marc'a.
- Cześć chłopcy.  - uśmiechnęłam się stając obok Bartry i Tello.
-Hej Angie. - uśmiechnął się Cris.
- Cześć. - burknął Marc.
Jeszcze mu nie przeszło?
- Kogo ciekawego tu dzisiaj przyprowadziłaś? - spytał ciekawski Cristian.
- Przyjaciel. Ma trochę problemów i przyleciał tu na trochę się od wszystkiego odciąć. - powiedziałam patrząc jak wyraz twarzy Marc'a się zmienia. - Później wam go przedstawię. Teraz skończcie się obijać. - zaśmiałam się.
Podeszłam z powrotem do Nick'a.
- Po treningu przedstawię ci tych dwóch oszołomów. - uśmiechnęłam się - Mam nadzieję, że się polubicie.
- No zobaczymy jacy są Ci twoi piłkarze. Szczególnie ten przyjaciel. - poruszał brwiami.
- Oj Nicky a ty nadal swoje.
- Tak. A przed chwilą widząc jak na niego patrzysz upewniłem się w tym, że mam rację. - wyszczerzył się - Tylko ty musisz jeszcze to odkryć.
_____________________________________________________________________
Rekord. Rozdział w 4 godziny? (nie licząc przerw na jedzenie xdd)
WoW. :D
Tylko oby się wam spodobał :>
Bo ja... no wiecie xdd
Rozdział dla osoby, która mnie denerwowała dzisiaj swoim "Pisz pisz" ♥♥


P.S. zmieniłam Angie xdd ktoś poznaje? 

piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 6 - Rozmowy

,'Marc',

Bardzo szybko znalazłem się pod domem Tello.
-Hej Marc. Wejdź. - uśmiechnęła się Lorena - Cris jest przy basenie.
Tylnym wyjściem przedostałem się na tył domu.
-Szybko przyjechałeś. - Cristian odpoczywał na jednym z leżaków - Chodzi o Angie, prawda?
-Znasz mnie jak nikt inny - odpowiedziałem - Chyba odwiedził ją dzisiaj jej chłopak
.-Co? To niemożliwe. Lorena mówiła, że ona nikogo nie ma.
-A jednak.- odpowiedziałem mu zdarzenie.
-Ale nie wiesz kto to był. Może ktoś z rodziny. -powiedział i przez chwilę milczał - Jednak coś do niej czujesz. - uśmiechnął się.
Przemilczałem to. Bo co miałem powiedzieć?
Sam nie mam pewności czy naprawdę czuje coś do Angelici. Może po prostu sugestia Cristiana na mnie zadziałała.
Owszem, Angie wypadła mi w oko od razu. Ale wtedy jej dobrze nie znałem. Szybko złapaliśmy kontakt, zaprzyjaźniliśmy się. Ale nie myślałem, że może być między nami coś więcej. Dogadywaliśmy się świetnie, spędzaliśmy razem dużo czasu. Parę osób stwierdzało że zachowujemy się jak para.
Ja mimo różnych komentarzy chłopaków uparcie twierdziłem, że łączy nas tylko przyjaźń.
Siedziałem u przyjaciela do wieczora. Lorena przez chwilę przysłuchiwała się naszej rozmowie. Zaproponowała, że porozmawia z Angie o tym chłopaku, ale stwierdziłem, że w końcu sam się wszystkiego dowiem.
Gdy wróciłem już do domu dostałem sms'a.

,'Angelica',

Siedzieliśmy z Nickiem wspominając... stare czasy.
Zawsze się dobrze dogadywaliśmy. Ja, Nicky i Zaira spędzaliśmy praktycznie każdą wolną chwilę razem. Nasza trójka była nierozłączna.
-Teraz opowiesz mi jak to jest z tym twoim przyjacielem. -uśmiechnął się Rascal.
-A co mam Ci konkretnego powiedzieć?
-Bo wiesz... Przyjaciel... To tak się tylko mówi.
-Jejku, będziesz mnie męczył dopóki Ci wszystkiego nie wyśpiewam?
-Przecież wiesz...
-No dobra. To w skrócie. Szybko złapaliśmy dobry kontakt, zostaliśmy przyjaciółmi, spędzamy duużo czasu razem, świetnie się rozumiemy. To ci wystarczy?
-Nie. -zaśmiał się- Na prawdę nic się między wami nie wydarzyło? Przyznaj, że czujesz coś do niego
-Nooo -zaczęłam się jąkać. Chciałam się wymigać od odpowiedzi. Tak naprawdę nie wiedziałam co powiedzieć. Dobrze się czuje przy Marc'u. Wiem że mnie na niego liczyć. Kilka razy przekonałam się że w trudnych sytuacjach będzie dla mnie wsparciem.
- Widzę że nie jesteś skłonna do takich rozmów. Nie będę cię męczyć.-uśmiechnął się.
-Uff. A dlaczego właściwie nie przyleciałeś tu z Zairą?
-Wiedziałem, że w końcu o to spytasz. - westchnął - Ona... Zaira jest w 4 tygodniu ciąży.
To niemożliwe. Rozmawiałyśmy wczoraj i nic nie powiedziała. Może była trochę dziwna ale myślałam że to przez rozstanie z Lewisem.
-To dziecko Lewis'a? -spytałam.
-Nie. Ja jestem ojcem.
Tego się tym bardziej nie spodziewałam. Przecież... Mieszkając w NY nie pomyślałabym, że coś może się między nimi wydarzyć.
-Ale jak to?
-Rozstałem się wtedy z Olgą. Pamiętasz? Zrobiliśmy naradę na Skype. Pocieszałyście mnie. Po tym Zaira przyszła do mnie do domu. Przyniosła alkochol... Chyba nie muszę tłumaczyć co dalej się wydarzyło.
-Oj Nicky. I co ja mam Ci teraz poradzić?

Nick siedział już w mniejszym pokoju, a ja zamknęłam się w swojej sypialni. Musiałam wszystko przemyśleć.
Wszystko.
Dziwne zachowania Marc'a.
To, czy coś do niego czuje.
Ciążą Zairy.
Chyba muszę się komuś wygadać. Nie będę już sprowadzać Loreny.
Może z Marc'iem nie porozmawiam na razie o moich uczuciach do niego, ale o całej reszcie... czemu nie.
Wysłałam do niego wiadomość.

"Dasz radę jeszcze dziś do mnie wpaść?"

Dość szybko uzyskałam odpowiedź.

"Dopiero wróciłem do domu... 
Miło, że jeszcze o mnie pamiętasz"

Miło, że jeszcze o mnie pamiętasz?Co to ma w ogóle znaczyć?Coś źle zrobiłam? Czymś go uraziłam?