czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 25 - Ucieczka

12 czerwca 2014

  • No ale dlaczego nie mogę? - spytałam po raz kolejny. 
  • Zrozum, że ja się o Ciebie po prostu martwię. - przygarnął mnie bliżej siebie Marc - Nie chciałbym, żeby coś się wam stało. 
  • Przecież nic się nie stanie. A przez takie gadanie możesz tylko coś wykrakać. 
  • Dlatego nigdzie nie lecisz. - powiedział stanowczo. 
Niesprawiedliwe. 
Zaira i Nick poprosili mnie abym została matką chrzestną ich córeczki. Co oczywiście wiązało by się z wylotem do Nowego Jorku na parę dni. Bardzo chciałabym tam polecieć, tym bardziej, że obiecałam to kiedyś przyjaciółce. 
Jest tylko jeden problem... 
Nie każdemu podoba się ten pomysł. Konkretnie jednej osobie. 
Marc twierdzi, że może mi się coś stać od razu po wejściu na pokład samolotu. Według niego grozi mi jakieś śmiertelne niebezpieczeństwo. Że to niebezpieczne dla dziecka. 
Cały czas staram się mu wytłumaczyć, że nic mi nie będzie. Że swoim gadaniem może tylko wykrakać jakąś tragedię. Pokazuje opinie, że kobiety w ciąży mogą spokojnie latać samolotami.
Mówi się jak do słupa, słup stoi jak...

  • Obraziłaś się. - stwierdził. 
  • Nie. - ucięłam krotko. 
  • A może jednak? 
  • Nie.
  • Przepraszam, ale w końcu zrozumiesz, że to dla twojego dobra.


19 czerwca 2014

Jak czegoś nie wolno... to trzeba to zrobić szybko. 
Marc jednak wybrał się z przyjaciółmi na Ibizę,długo wahał się z decyzją ale poleciał. Zostałam więc pod opieką Erica.
Czy on na prawdę liczył, że ja tego nie wykorzystam? 
Szybko zawarłam pewien układ z bliźniakiem mojego ukochanego i już jestem w drodze do NY. 
Oczywiście nie lecę sama tylko z Lily. Ona akurat miała pozwolenie.
Dzisiaj jesteśmy na miejscu, chrzest jutro. Ja wracam już pojutrze (bo trzeba to zrobić szybko) a Lily zostanie trochę dłużej ze swoją bratanicą.



  • Kto miał nas odebrać? - spytałam przyjaciółki, gdy byłyśmy już na lotnisku w NY.
  • Nicky mówił, że przyjedzie. - zaczęła - Tam jest! - wykrzyknęła, gdy zobaczyła brata. 
Natychmiast pobiegła do niego. 
Rodzeństwo przez dłuższą chwilę tonęło w swoich ramionach. Widać jak bardzo się za sobą stęsknili.
  • Nie wierzę, grubasek też przyleciał. - powiedział Nick witając się ze mną. 
  • Ty, ty gościu uważaj. Ciekawe, czy Zairę też tak nazywałeś. - zaśmiałam się. 
  • Dokładnie tak.
  • Ale na mnie się tak nie mówi, możesz tego gorzko pożałować. - zażartowałam.



Niedługo później tonęłam już w uściskach przyjaciółki, której nie widziałam od czasu mojego wylotu do Barcelony. Za nikim się tak chyba nie stęskniłam jak za Zairą. 
Oj cała noc nam by chyba nie starczyła, żeby się nagadać. 
  • Nie wierzę. Jesteś tu! - zapiszczała. 
  • Jestem! - zaczęłam piszczeć razem z nią. 
  • Może to nie był najlepszy pomysł. - usłyszałyśmy tylko jak mruczy Nick.
  • Jak tu świetnie wyglądasz. - zaczęła chwalić.
  • No ty Zairek też niczego sobie. - zaczęłyśmy się śmiać - A gdzie nasza gwiazda? - spytałam.
  • Aktualnie śpi w swoim łóżeczku. Chodź.- pociągnęła mnie do niewielkiego pomieszczenia, które było pokojem małej Agnes.
____________________________________________________
Kończę w takim momencie, bo kompletnie nie wiem co dalej...
No cóż. Bywa ;)

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 24 - Zakupy

Marc pojechał już na trening, więc wykorzystałam sytuację aby zadzwonić do Lily.  Po kilku sygnałach usłyszałam głos przyjaciółki.

  • Słucham? - usłyszałam jej wesoły głos.
  • Hej Lil. - przywitałam się. 
  • Cześć Angie. Jak się czujesz? - spytała od razu. 
  • Bardzo dobrze. Może spotkałybyśmy się dzisiaj, pogadały. Albo jakieś zakupy. - zaproponowałam. 
  • W sumie... - zaczęła po chwili ciszy - To jest nawet dobry pomysł. Przyjadę po ciebie i możemy się wybrać do jakiejś galerii. 
  • To świetnie. Będę czekać. 
  • Szykuje się i niedługo jestem. - powiedziała i po chwili zakończyłyśmy rozmowę. 
Powoli dokończyłam lody, które zaczęłam jeść jeszcze przed rozmową z przyjaciółką. Ogarnęłam trochę salon i kuchnię, po czym poszłam się przebrać. Idealnie przed przyjazdem Lily udało mi się wyrobić.
Byłam pewna, że przyjedzie taksówką, jednak to ona prowadziła auto.

  • Cześć grubasku. - uśmiechnęła się, gdy wsiadłam do samochodu.
  • Ej, ej. Uważaj sobie młoda. Trzeci miesiąc dopiero. Odpuść. - odpowiedziałam.
  • I tak jesteś grubasek. - miała wyjątkowo dobry humor.
  • Zabawne. Na prawdę. Powiedz lepiej kiedy załatwiłaś wszystko z autkiem. 
Przyjeżdzając do Hiszpani Lily miała już prawo jazdy, ale nie była pewna, czy jest ono ważne również tutaj. Jednak nigdy nie znajdowała okazji aby to sprawdzić i cokolwiek pozałatwiać. Ale jak stwierdziła musiała wreszcie coś zrobić. 
Nim skończyłyśmy ten temat znalazłyśmy się już pod galerią handlową. Nie spiesząc się nigdzie zaczęłyśmy powoli chodzić po sklepach. 
Lily chyba postawiła sobie za cel kupienie czegoś w każdym sklepie, który odwiedziłyśmy. Trochę się podśmiewałam co spowodowało jej zachowanie i czy zamierza się tak stroić dla kogoś. Cały czas nie zdradzałam, że wiem cokolwiek. Ona jednak nie reagowała na moje zaczepki.
  • Zarządzam koniec zakupów. - powiedziałam w końcu.
  • Kawiarnia? - zaproponowała Lily.
  • Cokolwiek. Byle byśmy mogły gdzieś usiąść 
  • Mogłaś mówić, że jesteś zmęczona. - trochę się zmieszała - Przepraszam, ja tak latałam szybko, a ty nie powinnaś...
  • Daj spokój. - przerwałam jej - To w końcu ja zaproponowałam ten wypad co nie?

Udałyśmy się do najbliższej kawiarni. Lily zamówiła kawę oraz kawałek torcika bezowego natomiast ja postawiłam na herbatę i sernik.
  • A teraz sobie porozmawiamy. - powiedziałam poważnie. 
  • Boże, nie strasz... Stało się coś? - spytała. 
  • To raczej ty powinnaś mi powiedzieć. - uśmiechnęłam się. 
  • Chyba nie rozumiem...
  • Poszliśmy wczoraj z Marciem na spacer. Chciałam Cię odwiedzić, ale usłyszałam, że nie możemy. Także chciałabym wiedzieć co się wczoraj u ciebie działo i czy miało to może jakiś związek z pewnym naszym przyjacielem? 
  • I teraz mam się spowiadać tak? 
  • Dokładnie! Mamy czas, opowiadaj. 


Wróciłam wreszcie do domu. Spokojnie weszłam z torbami do salonu. 
  • Czy mogę wiedzieć, gdzie się pani podziewała? - usłyszałam za sobą głos Marca, a już po chwili poczułam jak mnie przytula. 
  • A taki mały wypad z Lily na zakupy zorganizowałyśmy sobie. 
  • Nie mogłaś się powstrzymać nie? - zaśmiał się. 
  • Nie rozumiem o co ci chodzi kochanie. 
  • Czyli nie zrobiłaś Lily przesłuchania przy okazji?
  • Ja? Nieee... O co ty mnie w ogóle podejrzewasz. - powiedziałam spokojnie. 
  • Tak myślałem. Wiesz... Sergiego nie było trzeba o nic pytać. Po nim to wszystko widać. 
  • No a ja musiałam... - zaczęłam. 
  • Co musiałaś? Przecież nie rozmawiałaś o tym z Lil. - od razu złapał mnie za słówko. 
  • Nie, nic. Muszę rozpakować zakupy. - powiedziałam po czym trochę mi się ziewnęło. 
  • Nie, nie. Teraz pani pójdzie odpocząć. - Marc wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. 

wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 23 - Spacer

17 maja 2014


Siedziałam lekko poddenerwowana.
Wczoraj dzwonił Nick. Zaira od dwóch dni jest w szpitalu. Rozwiązanie w jej przapadły jest co raz bliżej.
 Zaira była moją najlepszą przyjaciółką jeszcze z czasów Nowego Jorku więc nic dziwnego w tym że się martwię nie ma.
Wstałam z kanapy. Udałam się do kuchni, nalałam soku do szklanki i wróciłam z powrotem na kanapę.
Nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca.
Włączyłam telewizor. Przeskoczyłam chyba przez wszystkie kanały i nie znalazłam nic, co by mnie zaciekawiło.
Odłożyłam szklankę na stolik i rozłożyłam się na kanapie. Może uda mi się zdrzemnąć.



Obudziło mnie skomlenie psa i głos Marca proszącego czworonoga aby się uspokoił.
Uniosłam się do pozycji siedzącej. Po chwili obok mnie znalazł się Bartra.

  • Hej słońce. - ucałował mnie w czoło obejmując - Jak się czujemy? - spytał. 
  • Całkiem dobrze się czujemy. - uśmiechnęłam się. 
  • A jednak  wyglądasz jakby  coś cię męczyło. - stwierdził po chwili. 
  • Nic mi nie jest. Czekam tylko na wiadomość jak Zaira. - powiedziałam - No i może trochę brakuje mi świeżego powietrza. 
  • Przecież zawsze możesz wyjść posiedzieć na ogrodzie. 
  • Wolałabym jakiś spacer.
  • Jeśli na prawdę dobrze się czujesz możemy iść choćby zaraz.
Kilkanaście minut później juz spacerowaliśmy. Jak zazwyczaj towarzyszyła nam Nina trzymana przez Marca na  smyczy. Przez dłuższy czas szliśmy w ciszy. Cały czas trzymając się za ręce przemierzaliśmy powoli miasto.
W pewnym momencie dotarliśmy w okolice gdzie mieszka Lily. Wpadł mi do głowy pomysł aby ją odwiedzić, ale w tej samej chwili usłyszałam głos Marca "wiem,  co ci chodzi po głowie,  ale dzisiaj nie możemy". Dziwne.
Drogę powrotną zajęło mi wypytywanie Marca,  dlaczego nie mogliśmy wpaść do Lilly. Cały czas słyszałam jednak odpowiedzi typu "nie wiem ",  które później zmieniły się w " nie mogę ci powiedzieć ".


  • Obraziłaś się?  - spytał Marc gdy wróciliśmy do domu. 
  • Nie. - powiedziałam krótko. 
  • Przecież widzę. - udał się za mną na górę. 
  • No to chyba musisz iść do okulisty. 
  • Ocho. Powiesz mi o co chodzi?  - chwycił mnie za ręce i zatrzymał przed drzwiami sypialni. 
  • Ja mam mówić? To ty nie chcesz mi nic powiedzieć. 
  • Nie mogę. Obiecałem. Zrozum. 
  • Jak nie to nie. - weszłam do sypialni,  jednak zatrzymałam się na środku pomieszczenia - Sergi!  - wykrzyknęlam.
  • Co Sergi? 
  • To on coś kombinuje,  a tobie o tym powiedział. I na pewno jest teraz u Lily, dlatego nie mogliśmy do niej iść. Mam rację? 
  • Tak. - westchnął - Ale nic nie wiesz. 


Lily

Wieczór,  a ja siedzę wygodnie na kanapie wtulona w ukochanego mężczyznę. 
Przylatując do Barcelony nie myślałam, że tak dobrze się tu poczuje i że znajdę tutaj miłość. 
Dziś po południu przed drzwiami mieszkania po raz kolejny pojawił się  Sergi. Nic dziwnego. Przyjazniliśmy się. Jednak w dłoniach trzymał bukiet kolorowych tulipanów,  moich ulubionych kwiatów. Wyglądał na trochę zdenerwowanego. Bez słowa zaprosiłam go do środka. Roberto wręczył mi kwiaty i wypowiedział wiązankę słów najpiękniejszych jakie do tej pory były kierowane do mnie z ust mężczyzny. Wyznał mi wszystkie uczucia, które siedziały w nim odkąd jak sam ujął pierwszy raz dane mu było mnie zobaczyć.
Nie potrafiłam ukryć wzruszenia,  ale i szczęścia ze słów piłkarza. Od pewnego czasu sama czułam coś do niego, jednak z nikim nie podzieliłam się swoimi uczuciami. Bałam się odrzucenia.
Jednak dziś wszystkie moje obawy zeszły na bardzo daleki plan, a ten dzień stał się jednym z najpiękniejszych.


sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 22 - Płacz

25 kwietnia 2014


Fizycznie czuję się prawie doskonale. Moja psychika jednak zaczyna siadać. 
Od kilku dni Tito w bardzo ciężkim stanie znajduje się w szpitalu. Z tym miejscem nie rozstają się również praktycznie Montse, Carlota i Adria. Sama również chciałabym tam być, jednak ze względu na mój stan nikt nie chce się zgodzić abym przebywała w klinice. 
Jeszcze przed przewiezieniem wujka do szpitala odwiedziłam go w domu. Czułam, ze nasza rozmowa była pożegnaniem. 



  • Jak się czujesz? - spytał Marc siadając obok mnie i podając szklankę z sokiem. 
  • A jak myślisz? Najbliższa mi osoba walczy o życie, a ja nie mogę tam być. Nie dostaję nawet od nikogo żadnych informacji, co się dzieje. 
  • Zrozum, że to wszystko dla twojego dobra. - objął mnie - Gdy coś ważnego się wydarzy, to na pewno ktoś cię powiadomi. - ucałował mnie w skroń.
  • No dobrze... - westchnęłam - Powiedz mi może jak tam na treningu.
Z opowieści Marca wynikała, że atmosfera panująca w klubie najweselsza nie jest. .Wszyscy ogromnie przejmują się stanem Tito i nie potrafią odpowiednio skupić się na treningach.



Ostatnio jestem ciągle zmęczona tymi wszystkimi wydarzeniami. Boję się, że może mieć to wpływ na dziecko.Gdyby jeszcze jemu coś się stało, nie wiem czy miałabym jeszcze czego szukać na tym świecie.
  • Angie! Możesz tu zejść? - usłyszałam wołanie Marca. 
Podniosłam się z łóżka. Powoli udałam się do salonu, w którym siedział zapłakany Adria.
  • Zostawię was lepiej. - Marc usunął się do kuchni.
Usiadłam na kanapie obok kuzyna, który natychmiast mocno się do mnie przytulił.
  • Angie... To koniec.. Tata, on...- chłopak zaczął dławić się łzami.
Trudno było nie domyślić się o co mu chodzi, Trudno było, choć wszyscy powinni być na to gotowi, uwierzyć, że nie ma już wśród żywych tak wyjątkowego człowieka.
Sama natychmiast zalałam się łzami.



  • Adria, twoja matka i siostra wszędzie cię szukają. - do salonu wreszcie odważył się wejść Marc - Podobno od razu po rozmowie z lekarzem wybiegłeś ze szpitala.
  • Och Adria... Wracaj. Powinieneś wspierać teraz matkę i siostrę a nie siedzieć tutaj - powiedziałam - Ja sobie dam radę.
Kuzyn powoli opuścił nasz dom.
Marc natychmiast usiadł obok mnie i mocno objął. 
  • Dlaczego to wszystko jest takie niesprawiedliwe? - łkałam cicho - On powinien żyć!
  • Ćśś.. Spokojnie. Nie wolno ci się denerwować. - powiedział stonowanym głosem, jednak wyczułam, że jemu również było ciężko.
Do końca dnia nie potrafiłam się uspokoić. Marc rozumiał i starał się nie opuszczać mnie choćby na chwilę. 



28 kwietnia 2014


Siedziałam obok mamy wraz z całą resztą rodziny już w kościele. 
Montse, Carlota i Adria wchodzili do środka wnosząc urnę z prochami Tito. 
Bezczelne media. Kamery skierowane były cały czas na ową trójkę nie spuszczają z nich "oka". Kto w ogóle wymyślił robienie transmisji z pogrzebu?!
Nienawidzę takich ceremonii. Wspomnień, sentymentów, łez... Niektórzy zachowują się sztucznie byle by udać przed innymi, że tragedia drugiego człowieka go w jakimś stopniu obchodzi. A już szczególnie dziś, gdy pół świata może to oglądać...

____________________________________________________________________

No i tego właśnie się bałam.
Że zepsuje tak ważny dla mnie rozdział. 
Mówi się trudno... 


niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 21 - Radość

16 marca 2014r.


Odkąd się obudziłam byłam poddenerwowana. Bałam się i nie wiedziałam jak powiedzieć o wszystkim Marcowi.
A o tym jaka może być jego reakcja wolałam nawet nie myśleć.
Nie miałam żadnej pewności co zrobi.
A różne historie, czytane przeze mnie dawno i niedawno, które mi się przypominały pogłębiały wszystkie moje obawy.
Stanełam znowu przed lustrem. Wiadomo, jeszcze nic nie widać.
Odetchnęłam głęboko i uśmiechnęłam się do siebie.
Myśl pozytywnie, myśl pozytywnie.



  • Nie zmieniłaś planów i będziesz na meczu, prawda? - spytał Marc zanim opuścił dom.
  • Mnie miało by nie być? - uśmiechnęłam się - Razem z Lily stawimy się na trybunach. Ale jedź już, bo jeszcze będzie na mnie, że się za późno stawiasz na miejscu.
  • Dobra, już lecę. Do zobaczenia. - ucałował mnie.
  • Powodzenia! - krzyknęłam jeszcze zanim wyszedł.




Lily pojawiła się u mnie dwie godziny przed wyjściem.
  • I jak zareagował Marc na wiadomość o ciąży? - spytała od razu.
  • Nooooo....- przęcięgnęłam.
  • Nie powiedziałaś mu jeszcze? 
  • Powiem jak wróci po meczu.  - odparłam nalewając sok do szklanek. 
  • Zwlekasz. Załatwiłabyś to wczoraj i dopiero byś widziała jakich skrzydeł by dostał.Gdybym była tobą... - ciągnęła.
  • Wiem, wiem. Nie musisz mówić.




Barca pokonała Osasune 7:0, a Marc rozegrał całe spotkanie co dodatkowo mnie cieszyło.
Napisałam Marcowi wiadomość że będę już domu i we wspaniałym nastroju wróciłam już tam. 
Lily pojechała od razu do siebie. Nie byłam jednak sama bo salon zajmował Eric.

  • Co robisz? - spytałam siadając w fotelu. 
  • W sumie nic specjalnego. - westchnął - Mój braciszek wróci, czy będą świętować długo? 
  • Nie wiem, nic nie pisał. - zerknęłam na telefon. 
Gdzieś przez moją głowę przemknęła myśl, a może faktycznie chłopaki pójdą poświętować i jeszcze nie będę musiała nic mówić.
Nie! Stop! 
Angie zrób to jak najszybciej bo jeszcze inny głupi pomysł przyjdzie ci do głowy.
Eric chyba zauważył, że coś jest nie tak,b o zaczął mi się bacznie przyglądać
Usłyszałam otwieranie drzwi. Czyli nie świętuje...

  • Hej wam. - Marc radosnym krokiem wszedł do salonu i przysiadł na oparciu fotelu.
  • Gratuluję udanego meczu. - uśmiechnęłam się.
  • Dziękuje. - pocałował mnie.
  • Dzieci drogie! Nie przy ludziach! - zareagował natychmiast Eric - Opanujcie się trochę no. - powiedział na co my zaczęliśmy się śmiać. 
  • Tak, co mi ciekawego powiecie? - spytał Marc. 
  • Ja nic. - odpowiedział mu brat - Ale z Angie radze ci pogadać, bo zanim wyszedłeś odpłynęła gdzieś i wyglądała nie za ciekawie. - no dzięki. 
  • Coś się stało? - zapytał a ja odetchnęłam głęboko.
  • Chodźmy porozmawiać na górę. - powiedziałam. 

Weszłam do sypialni pierwsza i od razu usiadłam na łóżku. Marc po chwili znalazł się tuż obok mnie.

  • Powiesz mi o co chodzi, bo zaczynam się martwić? - spytał po chwili ciszy - Faktycznie zachowujesz się ostatnio dziwnie, ale myślałem, że to no wiesz...
  • Jestem w ciąży. - przerwałam mu. 
Zapanowała cisza. Marc nic nie mówił, tylko wpatrywał się we mnie zszokowany. 
  • Odpowiesz coś? - powiedziałam, a w moich oczach zaczęły pojawiać się łzy. 
Bartra nadal nic nie mówił, jednak przytulił mnie mocno do siebie. 
  • Nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę. - wyszeptał, a ja rozpłakałam się - Słońce, nie płacz. Tu nie trzeba się płakać tylko się cieszyć. 
  • Ale ja się cieszę. - powiedziałam przez łzy. 
Nagle drzwi od sypialni otworzyły się i pojawił się Eric. 
  • Dobrze podsłyszałem? Będę wujkiem? - spytał. 
Marc tylko się zaśmiał a ja skinęłam głową. 
  • Gratulację! - krzyknął i rzucił się na nas z uściskami.

__________________________________________________________________
Rozdział nie powiem skąd ale jest...
Ech...
Może kolejny wyjdzie lepiej.

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 20 -Powiedz

15 marca 2014


,'Lilly',

Od samego rana próbowałam się dodzwonić do Angie. Strasznie się o nią martwię. Widzę, że coś jest z nią nie tak. Ale ona ciągle zaprzecza. 
  • Odebrała? - spytał Sergi, który jest ostatnio coraz częstszym gościem w moim mieszkaniu. Nie, nie jesteśmy razem, ale świetnie się dogadujemy i jesteśmy dobrymi znajomymi. 
  • Nie... Dlaczego ona nie chce powiedzieć co jest. - usiadłam zrezygnowana w fotelu. 
  • A może to coś z Tito i nie chce o tym mówić... - westchnął - Po klubie roznoszą się plotki że jest z nim coraz gorzej. 
  • Nie wiem... Ale muszę się dowiedzieć. 
  • Wszystko na pewno będzie dobrze. - Sergi przysiadł na oparciu - Zobaczysz. 



Za 41234 razem Angie wreszcie odebrała. Nareszcie bo już myślałam, że na prawdę się coś strasznego stało. 
Umówiłyśmy się w kawiarni na czternastą. Stwierdziła, że musi się komuś wygadać.


,'Angie',


To jest straszne. Straszne a za razem wspaniałe.
Boje się. Boje ale jednocześnie jestem bardzo szczęśliwa.
Nikt jeszcze nie wie. Ale gdybym mogła wykrzyczała bym to na środku ulicy.

Lily czekała już na mnie w kawiarni. Wyglądała na wyraźne zaniepokojoną.

  • Hej Lil.- uśmiechnęłam się -Długo czekasz?
  • Hej. - przywitała się - Nie, przed chwilą przyszłam.
  • To dobrze. Bałam się,  że za późno dotrę.
  • No dobra... Powiedz mi co się z tobą dzieje? - spytała - Widzę że nie wyglądasz najlepiej. Zachowujesz się też dziwnie.
Westchnęlam cicho i uśmiechnęłam się.

  • Lili, ja... Jestem w ciąży. - oznajmiłam.
  • Mój Boże... Gratulacje.  -  przyjaciółka podeszła mnie i usciskała. 
  • O tu co taka radość?  -całkiem niespodziewanie pojawiła się Lorena z Cristianem.
Gdyby Lorena była sama pewni. Bym się wygadala. 
Jednak nie powiedziałam jeszcze Marcowi. Nie wiem jak... Boje się jego reakcji. Co jeśli on tego nie chce?  Jeśli twierdzi że nie jest gotowy by zostać ojcem,  że jest za młody,  że to może zniszczyć całą przyszłości,  wszystkie jego plany.
Takie myślenie kiedyś wpędzi mnie w depresję.

  • Angie musisz mu powiedzieć i to jak najszybciej. - zaczęła Lily gdy odprowadzała mnie do domu - W ogóle nie rozumiem dlaczego od razu tego nie zrobiłaś. Gdybym była na twoim miejscu wiedział by od razu.
  • Ale ja się boję. 
  • Dziewczyno czego Ty się boisz?  Znam was i do tego mam oczy. Będzie szczęśliwy jak nigdy dotąd. Wejdziesz teraz do domu i powiesz mu. Jasne?  
  • Tak. Powiem.
Jutro po meczu - dodałam w myślach. 

sobota, 4 października 2014

Rozdział 19 - Dziwnie?



  • Możesz przestać tupać? - spytałem Angie - Czym ty się w ogóle tak denerwujesz?
  • Lily się nie odzywa. Miała napisać a tu cisza. - zaśmiałem się po tych słowach - I z czego się głupku śmiejesz? 
  • Oj chyba tak szybko ci Lily nie odpisze. Myślę, że jeszcze nie jest sama. 
  • Mówisz, że Roberto jeszcze jej nie opuścił? 
  • No wiesz... Najpierw zwiedzanie Camp Nou... Potem pewnie jakaś kawka, coś.. Odprowadził ją pewnie do domu, a może nawet jest u niej. Tu nie ma się czym przejmować. - uśmiechnąłem się - Sama chciałaś kogoś mu znaleźć. 
  • No niech ci będzie. - ziewnęła. 
  • Aha! Ktoś tu jest zmęczony. 
  • No może troszkę. - uśmiechnęła się lekko Angie. 
  • To czas spać! - wziąłem dziewczynę na ręce i zaniosłem do sypialni.

,'Angie',

Obudził mnie dźwięk wiadomości przychodzącej na moją komórkę. Sięgnęłam telefon z pod poduszki. To od Lily. 
"Przepraszam, że wczoraj nie napisałam,
 ale od razu położyłam się spać :)"
Od razu odpisałam. 
"Nic się nie stało. Jak było?" 
Ostrożnie wstałam z łóżka i udałam się do kuchni zrobić sobie gorącej herbaty. Będąc już na dole otrzymałam sms'a.
"A jak miało być? Oprowadził mnie po 
stadionie. Odwiózł do domu i szybko zwiał" 



"Nie wierzę... Wpadnę niedługo to mi 
dokładniej to opowiesz ;D" 
Wysłałam wiadomość i usiadłam z kubkiem herbaty na kanapie w salonie.
Po wypiciu mojego ulubionego napoju zaczęłam szykować się do wyjścia. Marc cały czas jeszcze spał więc zostawiłam mu tylko kartkę, że będę u Lily i opuściłam dom.


Jak dawno nie jeździłam rowerem!
Chociaż nie wiem co mnie podkusiło dzisiaj, żeby przebijać się nim przez miasto. Chyba wybrałam sobie zły dzień.
Uśmiechnięta Lily otworzyła drzwi do mieszkania i wpuściła mnie do środka.

  • No to teraz możesz mi wszystko opowiedzieć. - usadowiłam się w jej pokoju. 
  • To co chcesz wiedzieć?
  • Jak to co? Wszystko dziewczyno! - zaśmiałam się - Pamiętaj, że Nicky kazał mi Cię pilnować więc musisz mi wszyściutko mówić.
  • No więc.. Po kolei... Wstałam dzisiaj rano, ogarnęłam się napisałam do ciebie wiadomość poszłam zjeść śniadanie... - zaczęła wymieniać. 
  • Ej! Stop! Przecież wiesz, że nie o to mi chodzi. Ty się tłumacz dziecko drogie z wczorajszego dnia. 
  • Ale tu się nie ma co tłumaczyć. - powiedziała - Wszystko Ci i tak napisałam.
  • A jak się w ogóle Sergi zachowywał?
  • A Ty książkę piszesz? - spytała - Każdy szczegół byś chciała znać. 
  • Może i piszę. Przecież wiesz, że jestem ciekawska. 
  • No jak się zachowywał.. Hm.. W sumie to trochę dziwnie. Tak głupio się uśmiechał, co jakiś czas odlatywał gdzieś myślami i wtedy się tak na mnie dziwnie patrzył. - westchnęła i sama odleciała na chwilę. 
  • Czy na pewno było to dla Ciebie "dziwne"? - spytałam - Powiedziałaś to tak jakby ci się podobało.
  • Co?! Nie żartuj sobie. Pff...
  • Lily? Przecież wiesz, że nie powiem nic Nickowi... Dalej mów.
  • Co? Co ty sobie tu wymyślasz, ja nie wiem... - wstała i wyszła do kuchni.
 Ta... wymyślam sobie... Właśnie widzę...

Po wizycie u Lily przejechałam się jeszcze do wujka. Tam zostałam już do wieczora. Rozmawiałam z wujkiem, wspominaliśmy i nawet trochę pożartowaliśmy. 
Dobrze, że nadal nie stracił pogody ducha. 
___________________________________________________________

Nie wypowiem się o tym rozdziale chyba... bo nie byłoby to zbyt fajne xd 

P.S. nie wiem co będzie jak dojdę w tym opowiadaniu do kwietnia...