sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 22 - Płacz

25 kwietnia 2014


Fizycznie czuję się prawie doskonale. Moja psychika jednak zaczyna siadać. 
Od kilku dni Tito w bardzo ciężkim stanie znajduje się w szpitalu. Z tym miejscem nie rozstają się również praktycznie Montse, Carlota i Adria. Sama również chciałabym tam być, jednak ze względu na mój stan nikt nie chce się zgodzić abym przebywała w klinice. 
Jeszcze przed przewiezieniem wujka do szpitala odwiedziłam go w domu. Czułam, ze nasza rozmowa była pożegnaniem. 



  • Jak się czujesz? - spytał Marc siadając obok mnie i podając szklankę z sokiem. 
  • A jak myślisz? Najbliższa mi osoba walczy o życie, a ja nie mogę tam być. Nie dostaję nawet od nikogo żadnych informacji, co się dzieje. 
  • Zrozum, że to wszystko dla twojego dobra. - objął mnie - Gdy coś ważnego się wydarzy, to na pewno ktoś cię powiadomi. - ucałował mnie w skroń.
  • No dobrze... - westchnęłam - Powiedz mi może jak tam na treningu.
Z opowieści Marca wynikała, że atmosfera panująca w klubie najweselsza nie jest. .Wszyscy ogromnie przejmują się stanem Tito i nie potrafią odpowiednio skupić się na treningach.



Ostatnio jestem ciągle zmęczona tymi wszystkimi wydarzeniami. Boję się, że może mieć to wpływ na dziecko.Gdyby jeszcze jemu coś się stało, nie wiem czy miałabym jeszcze czego szukać na tym świecie.
  • Angie! Możesz tu zejść? - usłyszałam wołanie Marca. 
Podniosłam się z łóżka. Powoli udałam się do salonu, w którym siedział zapłakany Adria.
  • Zostawię was lepiej. - Marc usunął się do kuchni.
Usiadłam na kanapie obok kuzyna, który natychmiast mocno się do mnie przytulił.
  • Angie... To koniec.. Tata, on...- chłopak zaczął dławić się łzami.
Trudno było nie domyślić się o co mu chodzi, Trudno było, choć wszyscy powinni być na to gotowi, uwierzyć, że nie ma już wśród żywych tak wyjątkowego człowieka.
Sama natychmiast zalałam się łzami.



  • Adria, twoja matka i siostra wszędzie cię szukają. - do salonu wreszcie odważył się wejść Marc - Podobno od razu po rozmowie z lekarzem wybiegłeś ze szpitala.
  • Och Adria... Wracaj. Powinieneś wspierać teraz matkę i siostrę a nie siedzieć tutaj - powiedziałam - Ja sobie dam radę.
Kuzyn powoli opuścił nasz dom.
Marc natychmiast usiadł obok mnie i mocno objął. 
  • Dlaczego to wszystko jest takie niesprawiedliwe? - łkałam cicho - On powinien żyć!
  • Ćśś.. Spokojnie. Nie wolno ci się denerwować. - powiedział stonowanym głosem, jednak wyczułam, że jemu również było ciężko.
Do końca dnia nie potrafiłam się uspokoić. Marc rozumiał i starał się nie opuszczać mnie choćby na chwilę. 



28 kwietnia 2014


Siedziałam obok mamy wraz z całą resztą rodziny już w kościele. 
Montse, Carlota i Adria wchodzili do środka wnosząc urnę z prochami Tito. 
Bezczelne media. Kamery skierowane były cały czas na ową trójkę nie spuszczają z nich "oka". Kto w ogóle wymyślił robienie transmisji z pogrzebu?!
Nienawidzę takich ceremonii. Wspomnień, sentymentów, łez... Niektórzy zachowują się sztucznie byle by udać przed innymi, że tragedia drugiego człowieka go w jakimś stopniu obchodzi. A już szczególnie dziś, gdy pół świata może to oglądać...

____________________________________________________________________

No i tego właśnie się bałam.
Że zepsuje tak ważny dla mnie rozdział. 
Mówi się trudno... 


niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 21 - Radość

16 marca 2014r.


Odkąd się obudziłam byłam poddenerwowana. Bałam się i nie wiedziałam jak powiedzieć o wszystkim Marcowi.
A o tym jaka może być jego reakcja wolałam nawet nie myśleć.
Nie miałam żadnej pewności co zrobi.
A różne historie, czytane przeze mnie dawno i niedawno, które mi się przypominały pogłębiały wszystkie moje obawy.
Stanełam znowu przed lustrem. Wiadomo, jeszcze nic nie widać.
Odetchnęłam głęboko i uśmiechnęłam się do siebie.
Myśl pozytywnie, myśl pozytywnie.



  • Nie zmieniłaś planów i będziesz na meczu, prawda? - spytał Marc zanim opuścił dom.
  • Mnie miało by nie być? - uśmiechnęłam się - Razem z Lily stawimy się na trybunach. Ale jedź już, bo jeszcze będzie na mnie, że się za późno stawiasz na miejscu.
  • Dobra, już lecę. Do zobaczenia. - ucałował mnie.
  • Powodzenia! - krzyknęłam jeszcze zanim wyszedł.




Lily pojawiła się u mnie dwie godziny przed wyjściem.
  • I jak zareagował Marc na wiadomość o ciąży? - spytała od razu.
  • Nooooo....- przęcięgnęłam.
  • Nie powiedziałaś mu jeszcze? 
  • Powiem jak wróci po meczu.  - odparłam nalewając sok do szklanek. 
  • Zwlekasz. Załatwiłabyś to wczoraj i dopiero byś widziała jakich skrzydeł by dostał.Gdybym była tobą... - ciągnęła.
  • Wiem, wiem. Nie musisz mówić.




Barca pokonała Osasune 7:0, a Marc rozegrał całe spotkanie co dodatkowo mnie cieszyło.
Napisałam Marcowi wiadomość że będę już domu i we wspaniałym nastroju wróciłam już tam. 
Lily pojechała od razu do siebie. Nie byłam jednak sama bo salon zajmował Eric.

  • Co robisz? - spytałam siadając w fotelu. 
  • W sumie nic specjalnego. - westchnął - Mój braciszek wróci, czy będą świętować długo? 
  • Nie wiem, nic nie pisał. - zerknęłam na telefon. 
Gdzieś przez moją głowę przemknęła myśl, a może faktycznie chłopaki pójdą poświętować i jeszcze nie będę musiała nic mówić.
Nie! Stop! 
Angie zrób to jak najszybciej bo jeszcze inny głupi pomysł przyjdzie ci do głowy.
Eric chyba zauważył, że coś jest nie tak,b o zaczął mi się bacznie przyglądać
Usłyszałam otwieranie drzwi. Czyli nie świętuje...

  • Hej wam. - Marc radosnym krokiem wszedł do salonu i przysiadł na oparciu fotelu.
  • Gratuluję udanego meczu. - uśmiechnęłam się.
  • Dziękuje. - pocałował mnie.
  • Dzieci drogie! Nie przy ludziach! - zareagował natychmiast Eric - Opanujcie się trochę no. - powiedział na co my zaczęliśmy się śmiać. 
  • Tak, co mi ciekawego powiecie? - spytał Marc. 
  • Ja nic. - odpowiedział mu brat - Ale z Angie radze ci pogadać, bo zanim wyszedłeś odpłynęła gdzieś i wyglądała nie za ciekawie. - no dzięki. 
  • Coś się stało? - zapytał a ja odetchnęłam głęboko.
  • Chodźmy porozmawiać na górę. - powiedziałam. 

Weszłam do sypialni pierwsza i od razu usiadłam na łóżku. Marc po chwili znalazł się tuż obok mnie.

  • Powiesz mi o co chodzi, bo zaczynam się martwić? - spytał po chwili ciszy - Faktycznie zachowujesz się ostatnio dziwnie, ale myślałem, że to no wiesz...
  • Jestem w ciąży. - przerwałam mu. 
Zapanowała cisza. Marc nic nie mówił, tylko wpatrywał się we mnie zszokowany. 
  • Odpowiesz coś? - powiedziałam, a w moich oczach zaczęły pojawiać się łzy. 
Bartra nadal nic nie mówił, jednak przytulił mnie mocno do siebie. 
  • Nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę. - wyszeptał, a ja rozpłakałam się - Słońce, nie płacz. Tu nie trzeba się płakać tylko się cieszyć. 
  • Ale ja się cieszę. - powiedziałam przez łzy. 
Nagle drzwi od sypialni otworzyły się i pojawił się Eric. 
  • Dobrze podsłyszałem? Będę wujkiem? - spytał. 
Marc tylko się zaśmiał a ja skinęłam głową. 
  • Gratulację! - krzyknął i rzucił się na nas z uściskami.

__________________________________________________________________
Rozdział nie powiem skąd ale jest...
Ech...
Może kolejny wyjdzie lepiej.

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 20 -Powiedz

15 marca 2014


,'Lilly',

Od samego rana próbowałam się dodzwonić do Angie. Strasznie się o nią martwię. Widzę, że coś jest z nią nie tak. Ale ona ciągle zaprzecza. 
  • Odebrała? - spytał Sergi, który jest ostatnio coraz częstszym gościem w moim mieszkaniu. Nie, nie jesteśmy razem, ale świetnie się dogadujemy i jesteśmy dobrymi znajomymi. 
  • Nie... Dlaczego ona nie chce powiedzieć co jest. - usiadłam zrezygnowana w fotelu. 
  • A może to coś z Tito i nie chce o tym mówić... - westchnął - Po klubie roznoszą się plotki że jest z nim coraz gorzej. 
  • Nie wiem... Ale muszę się dowiedzieć. 
  • Wszystko na pewno będzie dobrze. - Sergi przysiadł na oparciu - Zobaczysz. 



Za 41234 razem Angie wreszcie odebrała. Nareszcie bo już myślałam, że na prawdę się coś strasznego stało. 
Umówiłyśmy się w kawiarni na czternastą. Stwierdziła, że musi się komuś wygadać.


,'Angie',


To jest straszne. Straszne a za razem wspaniałe.
Boje się. Boje ale jednocześnie jestem bardzo szczęśliwa.
Nikt jeszcze nie wie. Ale gdybym mogła wykrzyczała bym to na środku ulicy.

Lily czekała już na mnie w kawiarni. Wyglądała na wyraźne zaniepokojoną.

  • Hej Lil.- uśmiechnęłam się -Długo czekasz?
  • Hej. - przywitała się - Nie, przed chwilą przyszłam.
  • To dobrze. Bałam się,  że za późno dotrę.
  • No dobra... Powiedz mi co się z tobą dzieje? - spytała - Widzę że nie wyglądasz najlepiej. Zachowujesz się też dziwnie.
Westchnęlam cicho i uśmiechnęłam się.

  • Lili, ja... Jestem w ciąży. - oznajmiłam.
  • Mój Boże... Gratulacje.  -  przyjaciółka podeszła mnie i usciskała. 
  • O tu co taka radość?  -całkiem niespodziewanie pojawiła się Lorena z Cristianem.
Gdyby Lorena była sama pewni. Bym się wygadala. 
Jednak nie powiedziałam jeszcze Marcowi. Nie wiem jak... Boje się jego reakcji. Co jeśli on tego nie chce?  Jeśli twierdzi że nie jest gotowy by zostać ojcem,  że jest za młody,  że to może zniszczyć całą przyszłości,  wszystkie jego plany.
Takie myślenie kiedyś wpędzi mnie w depresję.

  • Angie musisz mu powiedzieć i to jak najszybciej. - zaczęła Lily gdy odprowadzała mnie do domu - W ogóle nie rozumiem dlaczego od razu tego nie zrobiłaś. Gdybym była na twoim miejscu wiedział by od razu.
  • Ale ja się boję. 
  • Dziewczyno czego Ty się boisz?  Znam was i do tego mam oczy. Będzie szczęśliwy jak nigdy dotąd. Wejdziesz teraz do domu i powiesz mu. Jasne?  
  • Tak. Powiem.
Jutro po meczu - dodałam w myślach. 

sobota, 4 października 2014

Rozdział 19 - Dziwnie?



  • Możesz przestać tupać? - spytałem Angie - Czym ty się w ogóle tak denerwujesz?
  • Lily się nie odzywa. Miała napisać a tu cisza. - zaśmiałem się po tych słowach - I z czego się głupku śmiejesz? 
  • Oj chyba tak szybko ci Lily nie odpisze. Myślę, że jeszcze nie jest sama. 
  • Mówisz, że Roberto jeszcze jej nie opuścił? 
  • No wiesz... Najpierw zwiedzanie Camp Nou... Potem pewnie jakaś kawka, coś.. Odprowadził ją pewnie do domu, a może nawet jest u niej. Tu nie ma się czym przejmować. - uśmiechnąłem się - Sama chciałaś kogoś mu znaleźć. 
  • No niech ci będzie. - ziewnęła. 
  • Aha! Ktoś tu jest zmęczony. 
  • No może troszkę. - uśmiechnęła się lekko Angie. 
  • To czas spać! - wziąłem dziewczynę na ręce i zaniosłem do sypialni.

,'Angie',

Obudził mnie dźwięk wiadomości przychodzącej na moją komórkę. Sięgnęłam telefon z pod poduszki. To od Lily. 
"Przepraszam, że wczoraj nie napisałam,
 ale od razu położyłam się spać :)"
Od razu odpisałam. 
"Nic się nie stało. Jak było?" 
Ostrożnie wstałam z łóżka i udałam się do kuchni zrobić sobie gorącej herbaty. Będąc już na dole otrzymałam sms'a.
"A jak miało być? Oprowadził mnie po 
stadionie. Odwiózł do domu i szybko zwiał" 



"Nie wierzę... Wpadnę niedługo to mi 
dokładniej to opowiesz ;D" 
Wysłałam wiadomość i usiadłam z kubkiem herbaty na kanapie w salonie.
Po wypiciu mojego ulubionego napoju zaczęłam szykować się do wyjścia. Marc cały czas jeszcze spał więc zostawiłam mu tylko kartkę, że będę u Lily i opuściłam dom.


Jak dawno nie jeździłam rowerem!
Chociaż nie wiem co mnie podkusiło dzisiaj, żeby przebijać się nim przez miasto. Chyba wybrałam sobie zły dzień.
Uśmiechnięta Lily otworzyła drzwi do mieszkania i wpuściła mnie do środka.

  • No to teraz możesz mi wszystko opowiedzieć. - usadowiłam się w jej pokoju. 
  • To co chcesz wiedzieć?
  • Jak to co? Wszystko dziewczyno! - zaśmiałam się - Pamiętaj, że Nicky kazał mi Cię pilnować więc musisz mi wszyściutko mówić.
  • No więc.. Po kolei... Wstałam dzisiaj rano, ogarnęłam się napisałam do ciebie wiadomość poszłam zjeść śniadanie... - zaczęła wymieniać. 
  • Ej! Stop! Przecież wiesz, że nie o to mi chodzi. Ty się tłumacz dziecko drogie z wczorajszego dnia. 
  • Ale tu się nie ma co tłumaczyć. - powiedziała - Wszystko Ci i tak napisałam.
  • A jak się w ogóle Sergi zachowywał?
  • A Ty książkę piszesz? - spytała - Każdy szczegół byś chciała znać. 
  • Może i piszę. Przecież wiesz, że jestem ciekawska. 
  • No jak się zachowywał.. Hm.. W sumie to trochę dziwnie. Tak głupio się uśmiechał, co jakiś czas odlatywał gdzieś myślami i wtedy się tak na mnie dziwnie patrzył. - westchnęła i sama odleciała na chwilę. 
  • Czy na pewno było to dla Ciebie "dziwne"? - spytałam - Powiedziałaś to tak jakby ci się podobało.
  • Co?! Nie żartuj sobie. Pff...
  • Lily? Przecież wiesz, że nie powiem nic Nickowi... Dalej mów.
  • Co? Co ty sobie tu wymyślasz, ja nie wiem... - wstała i wyszła do kuchni.
 Ta... wymyślam sobie... Właśnie widzę...

Po wizycie u Lily przejechałam się jeszcze do wujka. Tam zostałam już do wieczora. Rozmawiałam z wujkiem, wspominaliśmy i nawet trochę pożartowaliśmy. 
Dobrze, że nadal nie stracił pogody ducha. 
___________________________________________________________

Nie wypowiem się o tym rozdziale chyba... bo nie byłoby to zbyt fajne xd 

P.S. nie wiem co będzie jak dojdę w tym opowiadaniu do kwietnia...

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 18 - Trening

tydzień później


Umówiłam się dzisiaj z Lily. Wreszcie skończyła urządzać mieszkanie, więc ma czas na poznanie miasta. Nie chciała nawet o tym myśleć przed zakończeniem prac. Pomagałam jej ja, ale nie tylko. Gdy tylko wspomnieliśmy o tym z Marciem przy Sergim od razu się zaproponował pomoc. A Lily postanowiła zmienić w mieszkaniu prawie wszystko, więc było co robić. 


Zapukałam do drzwi mojego jeszcze niedawno mieszkania. 
  • O hej. Już jesteś? - otworzyła mi panna Rascal.
  • Cześć. - weszłam do środka - Nawet się spóźniłam 5 minut. 
  • Och przepraszam. Ja zaraz się ogarnę i możemy wychodzić. - pobiegła do łazienki. 
Udałam się do kuchni. Wyciągnęłam z szafki szklankę i nalałam sobie soku. 
Muszę przyznać, że Lily bardzo ładnie się urządziła. Ma gust dziewczyna, na prawdę. 

Gdy już siostra mojego przyjaciela była gotowa mogłyśmy opuścić mieszkanie. 
  • To co byś chciała zobaczyć? - spytałam.
  • Wszystko? - uśmiechnęła się. 
  • No całego miasta to my dzisiaj nie obejdziemy. Na zwiedzanie to będziesz miała bardzo dużo czasu, więc może dzisiaj coś bardziej pożyteczniejszego? 
  • Prowadź przewodniczko. - zaśmiała się. 
Więc dzisiaj jakieś bardziej pożyteczne rzeczy niż zabytki. Skoro Lily ma tu mieszkać to musi wiedzieć co i gdzie załatwiać. 




Siedziałyśmy w kawiarni. 
  • Wiesz.. nie jestem pewna czy ci wszystko pokazałam. - powiedziałam - Ale poradzisz sobie chyba, prawda?
  • Jasne. Parę tygodni i jakoś się przyzwyczaje. - uśmiechnęła się - A jakbym się zgubiła to będę dzwonić albo spytam o pomoc jakiegoś życzliwego przechodnia. 
  • Na pewno ktoś ci pomoże. - upiłam łyk kawy - Co ty na to - spojrzałam na zegarek - żebyśmy pojechały na trening Bracy? - zaproponowałam - Chłopaki jeszcze nie zaczęli. Popatrzysz trochę. Zaczniesz się oswajać z piłką nożną, bo uwierz jeśli już tu mieszkasz jesteś skazana na kontakt z nią. A po treningu będziesz miała darmowy spacer po Camp Nou. 
  • W sumie, bardzo chętnie przejdę się na stadion. - powiedziała.
Dokończyłyśmy nasze kawy i pojechałyśmy na Ciutat Esportiva. Zawsze dostawałam się tam bez problemów więc i teraz tak było. 
Odszukałyśmy boisko na którym trenowała pierwsza drużyna. 
Trenera ni widu, ni słychu, a panowie stoją w grupkach i 'plotkują'. 
  • Cześć Angie. - zostałam zauważona przez Alvesa - Przedstawisz nam koleżankę? - uśmiechnął się. 
  • Lily. - powiedziała sama dziewczyna wyciągając dłoń w kierunku piłkarza. 
  • Daniel. - przywitał się. 
Zaraz potem przybiegł również Song. A z ci dwaj już potrafią zadbać o dobre humory i o zadbali również o to by Lily od razu ich polubiła.


,'Marc',


Trener musiał pilnie załatwić jakieś papierkowe sprawy, więc mieliśmy luz. 
Stałem rozmawiając z chłopakami. 
  • Sergi się zawiesił. - szturchnął mnie Cris. 
Spojrzałem na przyjaciela. Stał i wpatrywał się w jeden punkt. Zerknąłem w tamtym kierunku. 
Och to wiele wyjaśnia. 
  • Zaraz wracam. - po wiedziałem i podbiegłem do Angeliki - Dani, Alex co mi podrywacie Angie? - zaśmiałem się przytulając dziewczynę. 
  • My chcieliśmy tylko poznać koleżankę. - wytłumaczył  Alex. 
  • To może przedstawcie ją jeszcze reszcie. 
  • No nie wiem czy mogę pozwolić Lily iść z nimi. - zaśmiała się Angie. 
W tym samym czasie podeszli do nas Sergi i Cris. 
Zdążyli jednak tylko przywitać się z dziewczynami, gdyż wrócił trener. 


  • Ja już chyba wiem co jest Roberto. - powiedział Tello po treningu.
  • Też zauwarzyłeś? 
  • Przecież on by się o własne nogi zabił dzisiaj. Cały czas zerkał na tę Lily. A gdy Alves coś o niej powiedział omal nie zabił go swoim wzrokiem. - śmiał się.
  • Wiem, widziałem. On już od momentu gdy pierwszy raz ją zobaczył tak się zachowuje. 
  • No to wpadł nieźle.
Skończyliśmy rozmowę na temat Roberto, gdyż pojawił się obok nas. 
Przebraliśmy się po treningu. I opuściliśmy kompleks. 
  • No to ja porywam cię do kina. - podszedłem do Angelici.
  • Ale obiecałam Lily, że oprowadzimy ją jeszcze po Cam Nou. 
  • Chwila - pomyślałem - Wiem co zrobić. 
Najpierw podszedłem do Lily, która skończyła właśnie rozmawiać przez telefon. Spytałem, czy nie obrazi się jeśli ktoś inny a nie Angie oprowadzi ją po stadionie. Bez problemu zgodziła się na inną osobę. Zaraz potem udało mi się zatrzymać jeszcze Sergiego i  spytać, czy nie został by przewodnikiem dla Lily na dzisiaj. 
Nawet nie zdążyłem dokończyć pytania i już się zgodził. 
To Angie miała bawić się w swatkę, a tymczasem ja sprawiłem, ze spędzą ze sobą, jeśli dobrze znam mojego przyjaciela, całe popołudnie. 
_________________________________________________________________

Czy mi się wydaje, czy tu praktycznie są same dialogi? 
Beznadzieja xd
Ech...

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 17 - Dziecko

,'Angelica',

  • I z czego się jeszcze śmiejesz? - spytał Marc wchodząc do sypialni. 
  • No bo to było śmieszne. - tłumaczyłam się.
  • Jak dla ciebie. 
  • No nie gniewaj się. - próbowałam go przytulić, ale się odsunął - Rozumiem, foch. Jak chcesz, możesz się nie odzywać. Ja też się zamknę. 
Wyszłam z sypialni i poszłam prosto do salonu. Usiadłam na kanapie i włączyłam tv.
O nie... nie mam zamiaru tam wracać.. Jak się ktoś na żartach nie zna to niech się obraża.
Oglądałam jakiś program w tv i zaczęłam robić się senna.Wstałam jeszcze tylko, wyciągnąć jakiś koc i położyłam się z powrotem na kanapie.


Obudziłam się nie na kanapie, a w sypialni. Pewnie w nocy mnie tam przetransportowano. Musiałam mieć mocny sen dzisiaj. Podniosłam się i nie widziałam nigdzie Marca. Po chwili pojawił się jednak.

  • Śniadanie do łóżka. - uśmiechnął się kładąc tacę na pościeli.
  • Dziękuję. Czyli już foch przeszedł? - spytałam. 
  • Tak. Przepraszam, nie powinienem się tak zachować. 
  • Ja też przepraszam, faktycznie zachowałam się jak dziecko. - przyznałam.
  • To jak, zgoda? 
  • Zgoda. - uśmiechnęłam się. 
  • Cieszę się. - zbliżył się do mnie i lekko musnął moje wargi - Jedz ładnie śniadanko, a ja lecę na trening. Pa. - ucałował mnie w czoło po czym wyszedł. 



Ciupkę zaczęło mi się nudzić. Postanowiłam, że może coś ugotuję.
Jednak zanim ostatecznie 'wydostałam się' z łóżka minęło trochę czasu. Wybrałam jakieś ubrania i poszłam się ogarnąć.
Gdy już trafiłam do kuchni zadzwoniła moja komórka. To Zaira.
Ta rozmowa nie mogła należeć do krótkich. Każda z nas musiała się wypytać drugiej o dosłownie wszystko. Ja musiałam oczywiście wiedzieć jak jej się układa z Nickiem, jak się czuje i czy wszystko w porządku z dzieckiem. Jeszcze dwa miesiące i zostanę przecież 'ciocią'.

  • Zairek, a pamiętasz co sobie kiedyś obiecałyśmy? - spytała. 
  • No wiele rzeczy sobie obiecałyśmy. - zaśmiała się.
  • No ale to z dziećmi...
  • Pamiętam. Wszystko nadal aktualne. - powiedziała - Chyba, że nie chcesz...
  • Zwariowałaś? Obiecałyśmy to sobie. Jejku, będę matką chrzestną. 
Rozmawiałyśmy jeszcze aż do momentu, w którym usłyszałam, że ktoś wraca do domu. 
Po chwili pojawił się Eric.
  • Cześć. - uśmiechnął się - Marca jeszcze nie ma? 
  • Hej. Nie, jeszcze nie. 
  • Przywiozłem małą. - Nina już znalazła sobie legowisko na kanapie - Już jest zdrowa i całe szczęście. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli się więcej włóczyć po weterynarzach. 
Chłopaki na prawdę troszczą się o Ninę, jakby była ich dzieckiem. A gdy ostatnio było z nią trochę gorzej na zmianę jeździli z nią do weterynarza i zajmowali się nią. 


Siedziałam na łóżku czytając książkę, gdy Marc wrócił już z treningu. 
  • Jestem. - wszedł do sypialni... z Niną na rękach. 
  • Oj widać, że się za nią stęskniłeś. - zaśmiałam się.
  • No przecież to moja kochana kruszynka. - 'puścił' ją na podłogę. 
  • Żebyś ty był kiedyś takim dobrym ojcem. - wymsknęło mi się. 
  • Angie... czyy ty...? - mówił lekko wystraszony - No wiesz... - zaczęłam się śmiać. 
  • Nie, nie bój się. Nie jestem w ciąży. - powiedziałam - A nie chciałbyś mieć takiego małego stworka? - dodałam po chwili.
  • Tego nie powiedziałem. - wskoczył obok mnie. 

piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 16 - Lily

23 stycznia 2014


Marcowi zależało żebyśmy sprawę z przeprowadzką załatwili szybko, więc zabraliśmy się za to najprędzej jak tylko można. Dzisiaj zabieraliśmy z mieszkania ostatnie rzeczy.
W sumie.. to zbyt dużo do przewiezienia nie było. Wszystkie meble zostawały w mieszkaniu. Trzeba była tylko pozabierać moje ubrania i różne inne.
Dzisiaj byłam skazana na spędzenie całego dnia z Sergim.
Marc "biegał" wystraszony z Niną po weterynarzach, a Eric ostatnio w ogóle nie miał na nic czasu.

  • To ostatnie rzeczy? - spytał Roberto. 
  • Tak, ale i tak musimy tu jeszcze raz przyjechać. - uśmiechnęłam się. 
  • A miałem nadzieję, że to już koniec. - westchnął.
  • Przecież jak masz inne plany to nie musisz ze mną jechać. 
  • O nie... Wiesz, obiecałem to Marcowi, a ja obietnic dotrzymuje. - wyprostował się dumnie.
  • Już dobrze. - zaśmiałam się - Muszę się tam po prostu spotkać w sprawie sprzedaży mieszkania.
  • Tak szybko kogoś znalazłaś?
  • Ha! No a jak, wątpisz w moje umiejętności? 
Mieszkanie wynajęłam siostrze Nicka, która postanowiła przenieść się ze Stanów do Hiszpanii.



Wieczorem siedzieliśmy już spokojnie z Marciem w domu. 
Wszystkie rzeczy przewiezione. Mieszkanie sprzedane. Mieszkamy już na prawdę razem. 
  • Co zrobiłaś Sergiemu? - spytał nagle Marc. 
  • Ale o co chodzi? - nie zrozumiałam pytania. 
  • Jak wróciliście był taki dziwny. Zamyślony, jakby był na zupełnie na innej planecie. 
  • No to ja chyba wiem... - pomyślałam jeszcze chwilę - On się tak zaczął zachowywać odkąd spotkałam się z Lily, wiesz w sprawie mieszkania. 
  • Ups. Czyżby zaczaił się na niego tam amor ze strzałą? - zażartował Marc. 
  • Nie śmiej się z niego. Zauroczył się i tyle. 
  • W sumie... chciałaś mu znaleźć dziewczynę kiedyś. - przypomniał mi - Problem rozwiązuje się sam. 
  • No tak. - uśmiechnęłam się - Może obejrzymy jakiś film?
Wzięłam laptopa i zaczęłam szukać jakiegoś filmu w internecie. W końcu wybrałam jeden z ulubionych filmów mojej mamy, który ja również lubiłam "Wykidajło" Nie wiedziałam, czy będzie się mój wybór podobać Marcowi ale.. mógł sam wybierać. 
Po nawet nie pół godzinie Marc po prostu zasnął. 
Trzeba było powiedzieć, że go film nudzi. 
Kara musi być. Znalazłam w szafce czerwony flamaster.Szkoda, że zmywalny. Dorysowanie wąsów było zbyt banalne. Oj twardy ma sen, twardy. Udało mi się dorobić jeszcze krosty
Zapomniałam wyłączyć lampę błyskową i w momencie, w którym robiłam zdjęcie Marc się obudził. 
  • Co się stało? - spytał przestraszony. 
  • Nic. Coś Ci się chyba przyśniło. - uśmiechnęłam się chowając telefon do kieszeni.
  • To dlaczego zrobiłaś mi zdjęcie? 
  • To już nie mogę mieć tak po prostu twojego zdjęcia? 
  • Oczywiście, że możesz. Ale to jest zbyt podejrzane. - wstał i udał się do łazienki - ANGIE!! - ups.
  • Tak kochanie? 
  • Co to ma być? 
  • Nie wiem.. Może jakieś uczulenie. 
  • A myślałem, że to moi kumple zachowują się jak dzieci. - podsumował zmywając flamaster.

,'Sergi',

Wróciłem już do swojego domu. Jak obiecałem pomogłem Angie i teraz mam święty spokój.
Myślami krążyłem wokół pewnej dziewczyny.
Lily... 
Nie myślałem, że po jednym krótkim spotkaniu ktoś będzie w stanie mnie tak oczarować.  Dziewczyna wydała mi się być kimś na prawdę wyjątkowym. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś ją spotkam.
W sumie... przecież wiem, gdzie mieszka. Zawsze mogę coś wymyślić. A może Angie by mi pomogła.

_____________________________________________________________________
Jej! Skończyłam xdd
I tym razem bez niczyjej pomocy :D

Lily XDD