środa, 16 lipca 2014

Rozdział 15 - Przeprowadź się

19 stycznia 2014

Chłopcy grają dzisiaj mecz z Levante. A w tym czasie ja spędzam czas z Loreną.
Cristian nie musiał mnie do tego namawiać. I tak uwielbiamy przebywać razem. Naprawdę bardzo się za przyjaźniłyśmy od momentu mojego przylotu do Barcelony.

  • Jak się czujesz? - spytałam ją od razu. 
  • Wszystko w porządku. - uśmiechnęła się - Mała czasem daje w kość ale trzeba się przyzwyczaić. 
  • Może córeczka pójdzie w ślady tatusia. - zażartowałam. 
  • Chciałby. - zaśmiała się również Lorena. 
Gotowe na wszystko usiadłyśmy przed telewizorem.

Po meczu nasz świetny humor nie był już taki do końca świetny. Blaugrana zremisowała z Levante 1:1. Mimo wielu prób, szczególnie w końcówce nie udało się się zdobyć zwycięskiego gola.
Marc nie grał. Dla niektórych to wydawałoby się tylko drugi z rzędu mecz, który spędza na ławce, ale nie dla niego. Chciałby grać, tym bardziej teraz gdy czuje, że jest w formie. 
Lorena od razu po meczu położyła się do łóżka i zasnęła. Ja jakoś nie mogłam.

20 stycznia 2014


Rano wspólnie z Loreną zjadłyśmy śniadanie, potem się pożegnałyśmy i pojechałam do swojego mieszkania.
Ostatnio rzadziej w nim bywam. Hmmm... wypadało by posprzątać trochę.
Wzięłam się za wycierania kurzy. Zaczęłam dokładnie czyścić wszystko. Po około godzinie jeden pokój miałam już wysprzątany. Został jeszcze jeden. A potem kuchnia.
W sprzątaniu drugiego pokoju przeszkodził mi odgłos trzaśnięcia drzwiami. To pewnie Marc, ma klucze więc nie miał problemu z wejściem.

  • Cześć kochanie. - objął mnie od tyłu i ucałował w polik.
  • Hej. 
  • Widzę, że znalazłaś sobie zajęcie. 
  • Coś robić trzeba. - uśmiechnęłam się. 



Siedzieliśmy przytuleni na łóżku w moim pokoju. Kończyliśmy pić gorącą herbatę.

  • Może prze prowadziłabyś się do mnie? - spytał nagle Marc. 
  • A skąd taka propozycja? - odłożyłam puste kubki na stolik. 
  • To bez sensu, żebyśmy tak krążyli w kółko od twojego mieszkania do mojego domu. A i tak większość czasu spędzamy u mnie. - powiedział - To jak, zgadzasz się? Miałbym cię już cały czas obok. - wyszeptał. 
  • Jesteś tego pewien? 
  • Mówię jak najbardziej poważnie. Bo tak samo poważnie, a nawet bardziej traktuje nasz związek. - za deklarował. 
  • W takim razie się zgadzam. - uśmiechnęłam się. 
Zrobiło mi się bardzo miło, gdy Marc zaproponował przeprowadzkę. W sumie miał rację co do tego, bo trochę dziwnie to wyglądało gdy tak krążyliśmy. Teraz będziemy cały czas ze sobą. Po rozmowie z ukochanym poszłam umyć kubki po herbacie, ale Marca bardziej interesowało coś innego, a raczej ktoś.

  • Kochanie przestań- powiedziałam, gdy zaczął całować mnie po szyi.
  • Nie mogę, bo tak na mnie działasz- wyszeptał kusząco.
  • Świntuch- zaśmiałam się odwracając przodem do piłkarza.
  • Mam bardzo kuszącą propozycje - powiedział przyciągając mnie do siebie. 
  • Chyba wiem o czym myślisz- odpowiedziałam z uśmiechem.

Marcowi wiele nie trzeba było po chwili wziął mnie na ręce niosąc do sypialni, gdzie oddaliśmy się sobie.

_______________________________________________________________
Dagrasia, czy ty wiesz jak ja cię kocham za to wszystko?
Znowu gdyby nie ty to bym chyba zginęła!
Ja cię wynajmuję już na stałe <3
Dziękuję Pani L. ♥

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 14 - Llevant


  •  Chłopaki, co wy kombinujecie? - spytałam po raz kolejny.
  •  Ile razy mam powtarzać, że to niespodzianka i ci nie powiemy? - odpowiedział pytaniem Eric.

Westchnęłam tylko.
Nagle auto się zatrzymało.

  • Przebierz się tutaj, teraz i wtedy pojedziemy dalej. - Sergi podał mi ubrania i obydwaj opuścili pojazd.

Udało mi się jakoś przebrać w podaną mi przez Sergiego sukienkę.  Uchyliłam tylne drzwi, by dać chłopakom znać, że mogą wracać.

  • No i widzisz Angie jak pięknie wyglądasz. Aż żal, że musimy Cię oddać. - zaśmiał się Sergi.
  • Nie denerwuj mnie dzisiaj, proszę. - westchnęłam.



" Porywacze" zostawili mnie przy plaży Llevant i poradzili bym "kierowała się znakami".
Doszłam powoli do brzegu. Zauwarzyłam strzałki na piasku. Zaczęłam się nimi kierować.
Od razu przypomniał mi się mój sen. 
Cieszyłam się tylko, że jestem w Hiszpanii. W porównaniu ze Stanami o tej porze roku było tu na prawdę ciepło.
Dotarłam do najdalszego zakątka plaży Llevant. Na miejscu zobaczyłam rozłorzony koc i świeczki ułożone na kształt serca.
Wyczułam, że ktoś zbliża się do mnie. Silne ramiona objęły mnie od tyłu.

  •  Nie musiałeś tego wszystkiego robić. - powiedziałam - Wystarczyłaby zwykła kolacja w domu.
  • A ty nie musisz kochanie marudzić. Doceniłabyś to wszystko. 
  • Doceniam, doceniam. - odwróciłam się twarzą do niego. - Jest pięknie. - pocałowałam go. 
Zaczęliśmy spacerować po plaży. Latem byłoby tu pełno ludzi, jednak o tej porze było tu bardzo spokojnie.
Po krótkim spacerze zjedliśmy przygotowane (podobno) przez Marca przekąski.
Szykował się długi wieczór, a wraz z nim noc.



Obudziła mnie chłodna bryza. Było mi tak przyjemnie, że mogła bym w ogóle się nie budzić. Głowę miałam wygodnie ułożona na torsie Marca, a gdy postanowiłam ogarnąć sytuację dostrzegłam, że i on nie śpi cały czas na mnie patrząc

  • Kocham Cię. - szepnął całując mnie w czoło - Musimy się chyba zbierać. 
  • Trening? 
  • Nie.. Dzisiaj nie. - uśmiechnął się - Udało mi się załatwić sobie dzień wolny. 
  • Oj nie ładnie, nie ładnie. 
Marc zostawił wczoraj swój samochód tuż przy plaży, więc mogliśmy spokojnie wrócić do jego domu. 
  • Błagam, powiedz, że nie ma tu Sergiego. - westchnęłam, gdy dojechaliśmy. 
  • Nie wiem nawet czy jest Eric. Pojawia się ciągle i znika. 
Weszliśmy już do domu. Nikogo nie było. Erica. Całe szczęście Sergiego. A nawet Niny. 
  • Chyba będziemy mieli święty spokój. - uśmiechnął się Marc. 
  • Ciekawe co będziemy robić. 
  • Mam kilka propozycji. - nasza usta znów złączyły się w namiętnym pocałunku. 
Marc wziął mnie na ręce i zaczął kierować się ku sypialni. W połowie drogi usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. 
  • Jeśli to Sergi, to już nie żyje. - powiedziałam - Lubię go, ale mnie denerwuje. Chyba będę musiała znaleźć mu dziewczynę. 
  • A ja ci chyba pomogę. 
Chcieliśmy zignorować nieproszonego gościa, ale on już nie tylko dzwonił do drzwi, ale i zaczął krzyczeć. 
  • Wiem, że tam jesteście! - tak. To był zdecydowanie Roberto. - Ja tylko na chwilę! Potem będziecie mogli robić co tylko wam się podoba! - dokończył śmiejąc się. 
_______________________________________________________________
Wreszcie coś napisałam ! 
Cieszy się ktoś?


Dziękuję Dagrasia ♥ pomogłaś mi jak nikt inny :** Dziękuję Pani L. ♥ 


niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 13 - Witaj

,'Marc',

Gdy tylko wszyscy zaczęliśmy biegać pierwsze kółka po boisku treningowym zauważyłem, że Angie rozmawia już z Rourą. 
Oby sobie wszystko wyjaśnili. 
  • Widzisz, jak Roura świetnie dogaduje się z twoją dziewczyną? - zaczepił mnie Sergi. 
  • Widzę. I co z tego?
  • Nie wiesz o czym tak rozmawiają? - spytał. 
  • To ich sprawa. - odbiegłem od niego i po następnym okrążeniu zatrzymałem się prze Angie i Jordim. 

Uśmiechali się, więc może już wszystko w porządku. 
  • Wyjaśniliście sobie wszystko? - spytałem. 
  • Tak. - przytuliła mnie Angie - Już będzie okej. 
  • To świetnie. - ucałowałem jej w czubek głowy.
  • Tylko Marc pamiętaj. Zrobisz coś Angelice i  będziesz miał ze mną do czynienia. - zaśmiał się.
  • Tato.... - zawstydziła się jak mała dziewczynka. 
  • Żartuje przecież. - uśmiechnął się - No Marc ruszaj, dalej. - pogonił mnie. 

,'Angelica',

Udało mi się na trenignu porozmawiać z tatą. Przeprosiłam go za moje wcześniejsze zachowanie. Mam nadzieję, że nie prędko spotkają mnie znowu takie niespodzianki. 
Z treningu Azulgrany wyszłam wcześniej,  ponieważ mama napisała mi, że mam przyjechać do domu cioci. 
Dawno mnie tam nie było. 
Postanowiłam przejść się pieszo. Lubiłam spacerować przez miasto. 
Do celu dotarłam po około 15 minutach. Drzwi otworzył mi uśmiechnięty Adria.
  • Hej Angie. - przytulił mnie kuzyn, gdy tylko przekroczyłam próg domu. 
  • No hej. Co ty taki zadowolony? - spytałam. 
  • Tata jednak dzisiaj przyleciał.  - złapał mnie za rękę i zaprowadził do salonu. 
  • Witaj Angie. - usłyszałam głos Tito. 
  • Natychmiast podbiegłam i przytuliłam się do niego. Tak dawno go nie widziałam. Zmienił się. A raczej to choroba go zmieniła. Schudł bardzo. Nadal się uśmiechał ale nie tak jak kiedyś. 
  • Mała, tylko się nie rozpłacz. - pogłaskał mnie po głowie.
  • Strasznie się cieszę, że cię widzę. Jak się czujesz? - spytałam. 
  •  Na pewno jest lepiej. - uśmiechnął się - Ale nie chce o tym rozmawiać. Powiedz mi lepiej co u ciebie. I co w drużynie, bo teraz jesteś jeszcze bliżej niej.


Do późnego popołudnia siedziałam razem z wujem. Tęskniłam za rozmowali z nim. Rozumiał mnie lepiej niż ktokolwiek inny. 
"Przyjedziesz po mnie pod dom Tito?"

Napisałam do Marca. 
Po 10 minutach podjechał samochód. Jednak nie wysiadł z niego Marc.
  • Eric, Sergi... Co wy tu robicie? - spytałam zaskoczona. 
  • Porywamy Cię. - zaśmiał się Roberto. 
  • Pojedziesz z nami po dobroci, czy mamy Cię zmusić? - Eric udawał poważnego. 
  • A wyjaśnicie mi o co chodzi? 
  • Dowiesz się w swoim czasie. - Sergi otworzył mi tylnie drzwi samochodu. 
___________________________________________________________________
To teraz... Możecie mnie zjechać od góry do dołu... 
-,- 

piątek, 25 kwietnia 2014

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 12 - Znamię


  • Jakoś nie chce mi się wierzyć, w to, że Roura jest twoim ojcem. - powiedział Marc gdy usłyszał o wszystkim - Może gdybyście byli trochę do siebie podobni...
  • A myślisz, że mi jest łatwo? Przez tyle lat byłam pewna, że mój ojciec nie żyje. - głos lekko mi się załamał, a Marc natychmiast mnie przytulił.
  • Zostaniesz na noc? - spytał po chwili.
  • Nie dzisiaj. Mama jest u mnie. - odpowiedziałam.

Posiedziałam jeszcze tylko godzinę u Marca i wróciłam do siebie.
Mama spała na kanapie w salonie. Miałam zaproponować jej nocleg w "małym" pokoju ale nie chciałam jej budzić.
Wykąpałam się szybko i wskoczyłam do mojego łóżka.
Rankiem nie było łatwo mi się obudzić. Wolałabym jeszcze trochę pospać. Jakoś udało mi się jednak w końcu wydostać z łóżka i udałam się do kuchni.
Zastałam już tam mamę.

  • Dzień dobry. - uśmiechnęłam się lekko.
  • Cześć. - odpowiedziała - Myślałam, że nie wróciłaś na noc.
  • Spałaś już. Dlaczego nie położyłaś się w mniejszej sypialni?
  •  Chciałam zaczekać aż wrócisz, ale zasnęłam.

Rozmowa się nie kleiła. Atmosfera panująca w pomieszczeniu wydawała się być dość napięta.
Nie potrafiłam tak długo... W końcu to moja mama.

  • -Mamo - zaczęłam - Chciałam się przeprosić. Głupio się wczoraj zachowałam. Wybuchłam niepotrzebnie. A ty chciałaś tylko przecież dobrze dla nas wszystkich. - podeszłam do mojej rodzicielki i przytuliłam ją.
  • Skarbie. - zaczęła - Wtedy to mi się wydawało najlepszym pomysłem. Nie chciałam niszczyć Jordiemu życia. Myślałam, że się nigdy nie domyśli. - westchnęła - Spójrz - wskazała na wewnętrzną część mojej dłoni - Macie dokładnie to samo znamię. Musiał je zobaczyć i sam się domyślił.



Mama postanowiła pójść do domu Tito, odwiedzić ciocię, ponieważ wuja znów jest w Nowym Jorku.
Po mnie przyjechał Marc i pojechaliśmy na trening Blaugrany.

  •  Rozmawiałaś z mamą? - spytał.
  •  Tak. Przeprosiłam ją za mój wybuch. - odpowiedziałam - Rozumiesz, że Roura sam się wszystkiego domyślił ?
  •  Jak?
  • Zerknij. - rozłożyłam dłoń.
  • woje znamię. I co to ma ze wszystkim wspólnego?
  •  Roura...- zawahałam się - Ojciec, ma takie samo.
  • Dziwne. Nigdy nie zauważyłem.
  • Może nie zwróciłeś uwagi.

Dojechaliśmy już do naszego celu.  Marc udał się przebrać w strój treningowy, a ja podeszłam do Loreny, którą zauważyłam.
Ciąża jej służy. Wygląda kwitnąco. I całe szczęście czuje się dobrze.
Narzekała tylko, że Cristian trochę za bardzo się wszystkim przejmuje i nie daje jej czasami chwili w samotności.
Rozmawiałyśmy spokojnie, dopóki nie zauważyłam Roury.
Wiedziałam, że będzie chciał ze mną porozmawiać.  Odetchnęłam głęboko.
____________________________________________________________________

Możecie mnie zabić.
Wiem, że krótki ale nie potrafię ostatnio zbyt wiele napisać...
Wybaczcie..

piątek, 7 marca 2014

Rozdział 11 - Tata

  ,'Marc',


Nadal w to nie wierzę. Ja. Angie jesteśmy razem. To co ostatnio czuje jest nie do opisania. Jestem szczęśliwy jak nigdy wcześniej.
Taka wspaniała istota odwzajemniła moje uczucia. To jest niesamowite.
Do tej pory pamiętam jak pierwszy raz ją zobaczyłem, gdy przyszła z Tito na trening. Była może trochę speszona, ale zaprezentowała nam swoje umiejętności. Wtedy jeszcze bardziej mi zaimponowała.
Udało nam się jakoś zaprzyjaźnić. Spędzaliśmy razem coraz więcej czasu, a Angelica stawała się dla mnie coraz ważniejsza
. A teraz mam ją obok siebie. Tak blisko.

  • Długo nie śpisz? - przebudziła się. 
  • Trochę. - ucałowałem ją w czoło - Jak się spało?
  • Z tobą wspaniałe kochanie.

,'Angie',

Marc powędrował do kuchni przyszykować śniadanie, a ja zajęłam w tym czasie łazienkę.
Po szybkim prysznicu udałam się do kuchni, gdzie na stole czekały już kanapki.
  • Tylko tyle umiem zrobić, ale mam nadzieję że będzie smakowało. - uśmiechnął się Marc.
  • Na pewno. - pocałowałam go.

listopad 2013

Wróciłam właśnie z zakupów. Zdarzyłam rozpakować wszystko i zasiadłam z laptopem na kanapie.
Po godzinie spędzonej "w sieci" usłyszałam dzwonek do drzwi.Szybko odłożyłam laptopa i udałam się tam skąd pochodził dźwięk.
Wyjrzałam przez judasza.
Obecność mojej mamy mnie by tak mocno nie zdziwiła, ponieważ obiecała, że niedługo przyleci, ale dlaczego jest z nią Roura.
Otworzyłam drzwi i wpuściłam oboje do środka. 
  • Cześć mamo - przytuliłam moją rodzicielkę.
  • Hej - przytuliła mnie mocno do siebie -Córeczko, tak bardzo za tobą tęskniłam. - już prawie się rozpłakała.się, 
  • Cieszę się. że przyleciałaś. - uśmiechnęłam się - Ale co Ty tu robisz?- spytałam wprost Rourę.
  • Musisz znać prawdę. - odpowiedziała za niego moja matka. 
Zaprowadziłam oboje do salonu. 
Wyłączyłam laptopa, który jeszcze stał na stoliku. Szybko poszłam do kuchni i zrobiłam kawę. Cały czas zastanawiałam się jaką "prawdę" mam poznać. Zaniosłam kubki z kawą do salonu i usiadłam na przeciw moich gości. 
  • Teraz możecie powiedzieć o co chodzi. 
  • Chodzi o prawdę o twoim ojcu. - po raz pierwszy odezwał się Roura. 
  • Moim ojcem był Eric, który zginął w wypadku zaraz po moim urodzeniu, więc nawet go nie znam. - wyrecytowałam.
  • Nie. -zaprzeczyła moja matka - Twoim ojcem nie jest Eric tylko Jordi. - natychmiast schowała twarz w dłoniach.
  • Co? - podniosłam się z zajmowanego miejsca - Jak to możliwe? Dlaczego mnie oszukiwaliście?
Roura chyba wolał się nie odzywać.
  • Pokłóciłam się wtedy z Eric'ciem. Jordi przyszedł do twojego wuja., którego akurat nie było. Widział w jakim jestem stanie i nie chciał mnie zostawić samej.
  • Nie chce tego słuchać. - powiedziałam - Tylko dlaczego, dlaczego przez tyle lat mnie okłamywaliście?
Roura nadal milczał. Cały czas mówiła moja matka. 
Tłumaczyła, że Jordi miał już  żonę... I co miała tak nagle rozwalić mu życie? A o tym, że jej moim ojcem sam Jordi dowiedział się 2 tygodnie temu.  Owszem, od początku coś podejrzewał, ale moja matka każdemu potrafiła wmówić korzystniejszą dla siebie wersję. 

Mama została oczywiście u mnie. Strasznie ciężko mi się teraz z nią rozmawiało po tym wszystkim.
Nie mogłam sobie znaleźć miejsca w mieszkaniu, więc postanowiłam pojechać do Marc'a.
  • Wychodzę. - powiedziałam stając w wejściu do salonu.
  • Gdzie?  -spytała mama.
  • Do mojego chłopaka.
  • Nie wiedziałam, że się z kimś spotykasz.
  • Od niedawna.
  • Mam nadzieję, że kiedyś go poznam.
  • Może. - wzruszyłam ramionami.
Taksówka czekała na mnie pod blokiem.


Bardzo szybko znalazłam się pod domem Marc'a. Zapłaciłam kierowcy w wysiadłam z samochodu.
Drzwi od domu były otwarte więc weszłam do środka.
W korytarzu przywitała mnie Nina.
  • No cześć. - pogłaskałam suczkę - Gdzie jest pan?
Buldog angielski pobiegł do salonu, więc tam też się udałam.
Marc pochrapywał na kanapie.
  • To jak Nina, która budzi? - spojrzałam na psa.
Suczka natychmiast wskoczyła na kanapę i zaczęła lizać swego właściciela po twarzy.
  • No tak, po co pytam. - westchnęłam.
  • Nina, kochanie zostaw mnie. - odezwał się Marc. 
  • Kochanie? Czy mam być zazdrosna? - powiedziałam.
  • Ooo.. Angie. - ożywił się Marc. Szybko wstał z kanapy i znalazł się obok mnie.
  • Nie tak szybko. - zaśmiałam się. - Nina Cie całego ośliniła.
  • Ciebie też może. - uniósł swoje ukochanie zwierze. 
  • Ja chyba podziękuję. - uśmiechnęłam się.
  • Wyglądasz jakby coś Cię męczyło. - powiedział poważnie Marc - Coś się stało?
Usiedliśmy na kanapie i opowiedziałam mu o wszystkim, co się dzisiaj dowiedziałam.

____________________________________________________________________
Rozdział 11 ląduję na blogu xdd
Nie wiem szczerze jak mi wyszedł... Wy ocenicie :D

CZYTASZ=KOMENTUJESZ 


Marc Bartra & Nina (14/08/13)Marc Bartra & Nina (14/08/13)

No to ten... Marc i Nina :D

sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 10 - Opowiadaj

Gdy Marc pojechał na trening ja udałam się do Loreny, od której dostałam wiadomość z prośbą o przyjazd. Zaniepokoiłam się trochę, ponieważ myślałam, że coś jej się stało.
Całe szczęście Lorena otworzyła mi cała i zdrowa.
Dziewczyna zaprosiła mnie do środka.

  • A teraz opowiadaj. - powiedziała, gdy tylko się wygodnie rozsiadłyśmy.
  • Ale o czym? - próbowałam udać głupią, ale momentalnie zaczęłam się szczerzyć.
  • Angie, ty już dobrze wiesz o czym. - uśmiechnęła się przyjaciółka - Cris już mi nadał, że byłaś u Marc'a. I nie uznaje gadki, że przyjaciele mogą u siebie nocować. 
Na i musiałam się wygadać Lorenie, jak najkrócej opowiedziałam, jej o większości rzeczy, które się wczoraj wydarzyły. 
  • Nie masz pojęcia jak się cieszę. - ciężarna przytuliła mnie - Wreszcie, wreszcie. Obyście tylko byli szczęśliwi. 
Posiedziałam jeszcze chwile u Loreny. Poplotkowałyśmy trochę i udałam się do domu. 
Jako, że mieszkam 20 minut drogi pieszo od Loreny i Cris'a postanowiłam się przejść. 


W mieszkaniu byłam szybciej niż zwykle. Podlałam najpierw moje kwiatki. 
Po przekąszeniu czegoś dobrego postanowiłam poleniuchować trochę przed tv. 
Nie dane mi jednak było cieszyć się spokojem. 
  • Już idę! - krzyknęłam, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Podniosłam się z kanapy i ruszyłam w kierunku wejścia do mojego mieszkania.
  • No cześć kochanie. - na klatce stał Marc. 
  • Hej, hej. Wchodź.
  • Ale entuzjazm. - powiedział chłopak - Tak tylko mówię, ale cała drużyna już o nas wie. - Bartra przytulił mnie. 
  • Cristian? 
  • Tak. - zaśmiał się chłopak - Plotkarz jakich mało.
  • Ale i tak twój najlepszy przyjaciel. - cmoknęłam go w policzek.

Już godzinę siedziałam wtulona w Marc'a. Chłopak nie zamierzał pozwolić mi się ruszyć gdziekolwiek. 
  • Jesteś może głodny? -spytałam. 
  • Nie.
  • Pójdę może po coś do picia.
  • Nie.
  • Nie puścisz mnie teraz, prawda?
  • Dokładnie. - zaśmiał się chłopak - Dzisiaj chce Cię mieć tylko dla siebie. - Marc odwrócił mnie przodem do siebie i zaczął całować. 

  • Kocham Cię, wiesz? - szepnął Marc. 
  • Domyślam się. - uśmiechnęłam się - Ja ciebie też. - pocałowałam go - I to bardzo. 
_______________________________________________________________________
Krótki... Wiem... I przykro mi z tego powodu. 
Bardzo chciałam szybko dodać coś fajnego.
A wyszło to.