piątek, 5 lutego 2016

Epilog - Francesca Bartra Gonzalo

16 października 2014


W ostatnim czasie podczas, gdy Marc wychodził na treningi Eric bądź Lily dzielnie dotrzymywali mi towarzystwa.. znaczy bądźmy szczerzy, pilnowali mnie.  W sumie to pewnie ja też bałabym się siedzieć sama trochę. Dziś była kolej Rascal.
  • Lily! Mogłabyś otworzyć! - krzyknęłam schodząc powoli po schodach, do przyjaciółki, która buszowała w kuchni. 
  • Jasne! - odkrzyknęła tylko.
Powoli doczłapałam się w końcu do kanapy w salonie. Tak jak dzisiaj to mnie jeszcze wszystko nie bolało.  
Nie żeby coś ale dzidziuś mógłby już wyjść. 
  • Cześć kuzynka. - w salonie pojawił się Adria z ozdobną torbą w ręce.
  • Hej, młody. Co tutaj robisz? 
  • Tak pomyślałem, że dawno się nie widzieliśmy, a fajnie by było cię zobaczyć przed rozwiązaniem. Kto wie kiedy następnym razem spotkam wieloryba. - zaśmiał się robiąc unik przed lecącą w jego stronę poduszką - Żartowałem przecież. I przyniosłem prezenty. 
  • Masz szczęście, przebaczam ci. A może lody przyniosłeś? - spytałam robiąc mu miejsce obok siebie. 
  • Właśnie ci niosę. - wtrąciła się Lily z kuchni. 
  • To jak się czujesz?
  • Jak wieloryb. - zaśmialiśmy się - Wiesz co, muszę do toalety. 
Delikatnie wstałam z kanapy i poczłapałam w kierunku łazienki.
  • Angie, wszystko okej? - zatrzymała mnie Lily - Byłaś już 10 minut temu. 
  • No jasne. Mam mały pęcherz.
  • No nie wiem.



Wróciłam do salonu i usiadłam obok mojego kuzyna. 
  • Chcesz poczuć jak kopie? - spytałam czując, że mała zaczęła się ruszać.
  • Mogę? - wyszczerzył się natychmiast. 
  • Jasne. - odsłoniłam brzuch.
W momencie w którym Adria dotknął mojego brzucha poczułam przeszywający ból. 
  • Boże to przeze mnie? - przestraszył się młody Vilanova.
  • Nie, to po prostu... - zaczęłam po czym poczułam znowu mocne ukłucie.
  • Dzwonie po Marca, a ty zaprowadź ją do mojego samochodu. - zarządziła wszystkim Lily. 



Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się w szpitalu. Od razu podeszła do nas pielęgniarka i poprosiła o wózek inwalidzki.
 Po kilkunastu minutach siedzieliśmy w ‘pokoju’. Jednak mała nie chce jeszcze się z nami zobaczyć.
Chwilę później na salę wbiegł Marc a za nim Sergi. 
  • Kochanie, jak się czujesz? Wszystko dobrze? - podszedł do mnie i chwycił moją dłoń.
  • Spokojnie, to tylko fałszywy alarm. Nie panikuj. - pogłaskałam go po włosach, jednak moment później przeraźliwie krzyknęłam z bólu - A może do jednak już. - wymęczyłam.

6 godzin później 

Leżałam już z powrotem na sali po prostu odpoczywając. Poród na szczęście przebiegł dość bezproblemowo i  wszystko było w porządku ze mną oraz z małą. Czego nie powiedziałabym o 'odważnym' ojcu. Moment, w którym usłyszałam płacz dziecka będzie chyba najpiękniejszym  w moim życiu. 
  • Jak się pani czuje? - w sali pojawiła się pielęgniarka.
  • Dobrze, czy mogę zobaczyć córkę? - spytałam.
  • Tak, zaraz skończymy jej robić wszystkie badania i na chwilę ją pani przyniosę. - uśmiechnęła się przyjaźnie.
  • Dziękuję.
Po wyjściu pielęgniarki w sali pojawili się wszyscy.... no dosłownie. Oprócz osób, które były w szpitalu już wcześniej pojawili się również rodzice Marca, Eric nawet Roura. Trochę zrobiło mi się przykro, że nie ma mojej mamy, ale znając ją to już jest w drodze. 
  • Teraz będę się zastanawiał czy to ty rodziłaś czy mój brat bo wyglądasz lepiej niż on. - zaczął specyficznie Eric.
  • Bardzo zabawne, zobaczymy czy ty będziesz kiedyś taki odważny. 
Cieszyłam się, że wszyscy są... chociaż byli trochę męczący . Jednak już nie mogłam się doczekać aż zobaczę córeczkę. 
W końcu pojawiła się pielęgniarka z małą. Trochę marudziła, że za dużo ludzi, ale one chyba tak po prostu mają.
  • Jest piękna. - stwierdzili zgodnie wszyscy. 
  • Wybraliście imię? - spytał Sergi. 
Spojrzałam na Marca, który tylko się uśmiechnął i kiwnął głową.
  • Francesca. - powiedziałam przenosząc wzrok na mojego kuzyna, który po chwili zorientował się w całej sytuacji i uśmiechnął się szeroko.


W końcu udało się wygonić całe towarzystwo. 
  • Myślałem, że nigdy nie wyjdą. - westchnął Marc.
  • Ty? To ja tutaj jestem po porodzie i powinnam odpocząć, a nie od razu przyjmować tłumy. - zaśmiałam się - Nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa. 
  • Wiem, bo mam tak samo. - chwycił moją dłoń i pocałował jej wnętrze - Kocham Cię.
  • Ja Ciebie też. 
Jednak dobrze, że opuściłam Nowy Jork i wróciłam do domu.
_________________________________________________________________
Miało być tak dobrze, a wyszło jak zwykle.  Ale to już jest koniec.... nie ma już nic.
Stwierdziłam, że nie ma sensu ciągnąć dalej tego opowiadania skoro pomysły się skończyły.
Więc mamy epilog.
Dziękuję wszystkim którzy czytali, szczególnie tym którzy komentarzami motywowali mnie do pisania dalej.  Dziękuję ❤


A i Francesca... to na cześć Tito oczywiście :D 

niedziela, 17 stycznia 2016

Rozdział 29 - Melissa Jimenez

Całą noc spędziłam u Lily. Całą noc biłam się z myślami. Może powinnam pozwolić, żeby Marc mi to wszystko wyjaśnił, może to wszystko moja wina...

  • Zjesz coś? - Lily zawołała z kuchni.
  • Nie wiem. - odpowiedziałam oschle.
  • Nie nie wiem, tylko zjesz. Pamiętaj, że musisz dbać nie tylko o siebie.
  • Dobrze, możesz mi coś przyszykować. - pomasowałam mój brzuch.



Po połowie dnia, który minął na użalaniu się nad sobą musiałam wrócić do domu. Trochę nie wiedziałam jak mam się zachować. I w sumie chyba bym nie wracała gdyby nie Sergi i Lily. Roberto był wczoraj u Marca, ale nikt mu nie otwierał. Dzwonuł nawet do Erica, a ten ma przecż wrócić dopiero dzisiaj. Pomocnik od razu wykreował masę ciemnych myśli i zmusił bym z nim pojechała. 
  • Angie zanim dotrzemy na miejsce, wiedz, że Marc na pewno Cię nie zdradził. Z tą Jimenez spotkał się może dwa razy, ale nigdy nie byli sam na sam. A z tymi sms'ami nie wiem co mu do głowy strzeliło - powiedział - Musicie porozmawiać. 
Miałam nadzieję, że to wszystko jakoś się wyjaśni. Nie miałam pewności, czy to co mówił Sergi to pawda. Nawet jeśli tak to miałam prawo poczuć się oszukana i poniekąd zdradzona. 
Pewność miałam co  jednego... kocham Marca jak nikogo innego. 



  • Idziesz sama, czy mam pójść też? - spytał Sergi, gdy dojechaliśmy na miejsce.
  • Chyba dam radę sama, ale zostań tu jeszczę parę minut jakbyśmy mieli się nie dogadać i bym chciała uciec gdzieś.
  • Jak chesz. Powodzenia. - uśmiechnął się pokrzepiająco. 
Opuściłam samochód Roberto i zaczęłam kierować się do domu. Na prawdę chce żeby to wszystko się wyjaśniło. 
Nieoczekiwanie zauważyłam, że przed drzwiamu stoi jakaś kobieta.
  • Dzień dobry. W czymś pomóc? - spytałam.
  • Dzień dobry. Melissa Jimenez - przedstawiła się.
  • Angelica Gonzalo. 
  • Marc prosił żebym do niego przyjechała, a że jestem w Barcelonie to pojawiłam się już dzisiaj. - wyjaśniła a ja czułam jak zaczyna robić mi się słabo. 
  • Proszę, wejdźmy do środka. - powiedziałam drżącym głosem.
Po chwili byłyśmy już w salonie.
  • Usiądź ja pójdę zobaczyć, gdzie Marc. - poleciłam. 
Sama udałam się na piętro w nadziei, że znajdę tam Bartre. Jednak, gdy byłam przy drzwiach łazienki usłyszałam jego głos z dołu.
  • Cześć Meli, cieszę się, że przyjechałaś. - no fajnie... - Jak weszłaś do środka? 
  • Twoja dziewczyna mnie wpuściła.
  • Angie tu jest?! - prawie krzyknął.
  • Tak, jestem. - zeszłam do salonu - Ale chyba nie jestem tutaj potrzebna, więc już pójdę. - wybiegłam z domu. 
Całe szczęście Sergi jeszcze czekał. Będąc już prawie przy samochodzie usłyszałam wołanie Marca, który wybiegł za mną. Szybko wsiadłam do pojazdu. 
  • Jedźmy.  - powiedziałam - Jak najszybciej. 
  • Nie.  - odmówił - Nigdzie nie pojedziemy. Musicie porozmawiać.
Wysiadł z samochodu, a chwilę później jego miejsce zajął Marc. No tak...
  • Angie, proszę wysłuchaj mnie. - powiedział chwytając moją dłoń. 
  • Masz 5 minut. 
  • Kochanie, między mną a Melissą na prawdę do niczego nie doszło. Spotkaliśmy się kilka razy ale to dlatego, że pomagała mi z tym twoim albumem. Te sms'a to na prawdę zabawa, głupi zakład z Ivanem [Balliu], ale potem wyjaśniłem jej jak to wszystko wygląda i tyle. Nie był bym w stanie Cię skrzywdzić. Kocham Cię Angie najbardziej na świecie. - zakończył. 
  • A dzisiaj, dlaczego tutaj przyjechała? 
  • Zadzwoniłem, bo myślałem, że skoro nie odzywasz się do mnie to ona spróbuję tobie wszystko wyjaśnić. - odpowiedział - Angie spójrz na mnie. - złapał mój podbródek i delikatnie skierował twarz w swoją stronę.
 Po chwili zawahania spojrzałam w jego oczy, w których od razu widać było smutek ale i nadzieję. Bez słowa po prostu wtuliłam się w niego. 
  • Nigdy więcej mi tego nie rób. - wyszeptałam. 
  • Nie zamierzam. - uniósł delkatnie mój podbródek i pocałował mnie. 
______________________________________________________________________
Męcze się z tym rozdziałem dwa miesiące więc wychodzi takie gówno... Na szczęście już kończymy xd

Jeśli są jakiekolwiek błędy, przepraszam xd

piątek, 16 października 2015

Rozdział 28 - Zabawa

Usiadłam na łóżku i cierpliwie czekałam aż Marc wyjdzie z  łazienki. Chyba musimy sobie porozmawiać.
Przejrzałam jeszcze raz niektóre wiadomości i odłożyłam telefon....
Po kilku minutach pojawił się Marc. Podszedł do mnie i próbował pocałować, lecz odepchnęłam go.

  • Coś się stało? - spytał zdziwiony. 
  • Ubierz się i porozmawiamy. - zmierzyłam go wzrokiem i opuściłam sypialnię. 

Zeszłam do kuchni i nalałam do szklanki soku, który szybko wypiłam. A może wszystko da się jakoś wyjaśnić?
Nie no bez jaj. Czytać umiem i głupia nie jestem. Na pierwszy rzut oka widać, że z tą 'Meli' jest coś na rzeczy.

  • Już jestem. - Marc próbował mnie przytulić ale natychmiast się odsunęłam - Skarbie co się stało?
  • Kim jest Meli? - mina Marca wyrażała więcej niż tysiąc słow - Chciałabym uzyskać odpowiedź. 
  • Widziałaś sms'y? - kiwnęłam głową - Angie, ale... To nie tak. Obiecuję ci, że nic się nie wydarzyło. A te wiadomości to tylko zabawa. 
  • Zabawa? Czy ty się słyszysz? - starałam się nie podnosi głosu.
  • Ale to ona pisała przecież to wszystko, że coś do mnie czuje i czy nadal chce być z tobą. 
  • A ty zamiast jakoś reagować inaczej robiłeś jej jeszcze nadzieję! I co chciałaś tak naprawdę zrobić? - spytałam - Przecież w każdym momencie można zostawić sobie dziewczynę w  ciąży i bawiś się bez zobowiązań. 
  • Angelica, kochanie ja na prawdę nigdy cię nie zdradziłem i nie zrobiłbym tego.
  • Nie jestem teraz tego taka pewna. - powiedziałam - Ja muszę się przejść. 
  • Teraz? Zaraz zacznie się ściemniać, nigdzie nie pójdziesz. - chciał mnie zatrzymać. 
  • Spokojnie. Nie zgubie się i nic mi się nie stanie od razu. Nie musisz się martwić. - założyłam buty i wzięłam cięki sweterek - Nie wiem kiedy wrócę. 


Szłam powoli. Starałam się nie denerwować, nie płakać ale nie najlepiej mi to wychodziło. 
Tylko gdzie mam iść? Do Lily? Tam pewnie będzie Sergi. Do Adri? Do ciotki? 
Adria odpada, nie ma go.
Ciotka też nie wiem czy nie wyjechała. 
Chyba zacznie mi brakować Loreny...
No to do Lily. 
Tę trasę znam bardzo dobrze, więc dużo czasu mi to nie zajęło. Weszłam na piętro, gdzie znajdowało się, kiedyś moje, mieszkanie. Zadzwoniłam do drzwi raz... drugi... trzeci. Chyba nikt nie miał zamiaru mi otworzyć. Gdy już chciałam odejść usłyszałam przekręcanie klucza w zamku, a po chwili w drzwiach pojawiła się panna Rascal. 
  • Angie? Coś się stało? - spytała zdziwiona widząc mnie.
  • Mogę wejść? 
  • No jasne. - wpuściła mnie do środka - Powiesz mi co się stało? 
  • A mogę prosić najpierw o coś do picia? 
  • Oczywiście, idź usiądź zaraz przyjdę. 
Weszłam do jednego z pomieszczeń, gdzie tak jak się spodziewałam spotkałam Sergiego.
  • O cześć Angie. - powiedział jak zawsze wesołym tonem - Co się stało? - spytał przyglądając się mi.
  • No ja też chciałabym wiedzieć. - pojawiła się Lily podając mi szklanę wody - Coś z Marciem?
Kiwnęłam głową i zaczęłam im wszystko opowiadać. 

Lily po wszystkim tylko mnie przytuliła i szepnęła, że w tym momencie najchętniej rozszarpała by i Marca i tą "koleżankę" gołymi rękoma.

  • Ja wiedziałem, że tak będzie. - Sergi nagle wstał i zaczął chodzić w kółko - Ale nie Marc był najmądrzejszy i nikogo nie chciał słuchać. 
  • O czym ty mówisz? - spytałam. 
  • Podejrzewałem, że tak to się skończy. Czuliśmy wszyscy, że ta Melissa za bardzi przyczepiła się do Marca, ale on cały czas, że nic się nie dzieje. Nie myślałem, że jest aż takim idiotą....
  • To nie mogliście go lepiej pilnować? - spytała zdenerwowana Lily. 
  • Żeby to było takie proste... - stwierdził - Ale raczej nie kłamał z tym, że nic poważniejszego się między nimi nie wydarzyło. Chociaż tyle wiemy. 
Posiedziałam u Lily, która stwierdziła, że mnie nigdzie nie wypuści. Sergi po jakimś czasie nas opuścił i chociaż było bardzo późno chyba wiem, gdzie pojechał. 
____________________________________________________________
No cześć :D 
Za błędy jakiekolwiek od razu przepraszam... 
I powiem wam coś w tajemnicy. :P
Coraz bliżej końca. 

piątek, 25 września 2015

Rozdział 27 - Znajomi, prezent, telefon.

około tygodnia później 


Leniwie wstałam i zaczęłam ogarniać siebie i dom. Jestem sama to nikt mi nie będzie marudził, że mam się oszczędzać, a ktoś musi tutaj posprzątać.
Powoli, powoli i jakoś się wyrobiłam.
Całe szczęście, bo w domu pojawił się Marc.

  • Cześć mała. Kochana psina, stęskniłaś się? - no tak, Nina zawsze pierwsza przy panu - Zostawili cię samą, czy pilnujesz kogoś? 
  • Pilnuje, żebym ci nie uciekła. - pojawiłam się w przedsionku.
  • Nie zrobiłabyś tego. - powiedział przytulając mnie. 
  • No nie wiem, nie wiem.
  • Ja wiem, że nie. - uśmiechnął się - Jakiegoś buziaka na powitanie dostanę?
  • A zasłużyłeś? - spytałam. 
  • Jak zwykle tak. 
  • No to ewentualnie możesz dostać. - pocałowałam go - Tęskniłam. 
  • Ja też. I to bardzo za wami tęskniłem. - dotknął mojego brzucha.
  • Ale teraz chyba będziemy mieć trochę czasu dla siebie?
  • Nooo jeszcze nie teraz. - odsunął się ode mnie i otworzył drzwi wejściowe za którymi zobaczyłam grupkę chłopaków. 
Czy ja to przeżyję? Może być ciekawie...
Wszyscy wpakowali się do środka. 
  • Marca już chyba kiedyś poznałaś. - wskazał na Muniesę.
  • Tak, pamiętam. - odmachałam uśmiechającemu się Hiszpanowi.
  • Sergiego już zgubiliśmy, bo pognał do Lily a reszta ci się sama przedstawi.
I tak poznałam Joana Romana, z którym już miałam okazję rozmawiać. Planas, Gomez, Balliu, Carmona jakoś zapamiętam. 


Miło było i na prawdę trudno ich wszystkich nie polubić, ale cieszyłam się, gdy już opuścili dom. To było trochę męczące. No i stęskniłam się za Marciem. 
  • No to teraz mamy trochę czasu dla siebie. - odetchnął Marc.
  • Kiedy mi teraz uciekniesz? - zaśmiałam się przytulając go, gdy już usiadł obok mnie.
  • Teraz tylko kampus. Ale to wszystko na miejscu, więc daleko uciekał nie będę.
  • To dobrze...
  • Mam dla ciebie prezent. Prawie bym zapomniał. - nie pozwolił mi dokończyć. 
Szybko podszedł do swojej torby i wyciągnął z niej album z motorem na okładce. Chwila, chwila... to mój album. 
  • Skąd to masz? 
  • Wypadło kiedyś z twojej szafki. Przejrzyj. - podał mi.
Otworzyłam pierwszą stronę. Bez zmian. Otworzyłam kolejne, gdzie miałam sylwetki różnych Zawodników Moto GP. Od kilku lat do obecnych. Oglądając zauważyłam, że do wielu dołączone zostały autografy, których na pewno nie zdobyłam ja. 
  • Jak? Jak to zdobyłeś? 
  • Znajomości kochanie, znajomości. - ucałował mnie w czubek głowy - No i wybraliśmy się na wyścig. 
  • Dziękuję. - uśmiechnęłam się - Ale nie wybaczę ci, że nie zabrałeś mnie na wyścig.
  • No przepraszam... Kiedyś pojedziemy razem. Okej?
  • Niech ci będzie. 
  • Dobrze, ja muszę iść się wykąpać chyba. Zaraz wracam. 
Zniknął w łazience. 
W tym samym momencie zadzwonił jego telefon."Meli"  Postanowiłam odebrać. 
  • Słucham?
  • Yyy... jest Marc? - usłyszałam kobiecy głos. 
  • Jest, ale nie może w tym momencie rozmawiać. Przekazać coś? 
  • Nie, zadzwonię najwyżej później. Do widzenia. 
Nie mam pojęcia kto to. Coś mnie podkusiło żeby przejrzeć sms'y.....

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 26 - Powrót

21 czerwca 2014 

To co dobre szybko się kończy. Dzisiaj muszę wrócić już do Hiszpanii. 
Marc dzwonił kilka razy. Raczej nic nie wie o mojej wyprawie, albo po prostu stwarza pozory, a Eric wszystko wygadał..
Mam nadzieję, że nie. 
Przed wylotem chciałam się jeszcze spotkać z mamą. Nie widziałyśmy się od jej wizyty w Barcelonie i sprawy z Rourą...

  • Jak się czujesz? - usłyszałam pytanie od razu.
  • Bardzo dobrze mamo. Nie mam żadnych problemów i całe szczęście. A co u ciebie? 
  • A jak ma być. Bez zmian. Poświęcam się pracy, z resztą wiesz jak bardzo to uwielbiam.  - no tak, pracocholik się nie zmieni - Długo tu zostajesz?
  • Prosto od ciebie jadę na lotnisko. Przyleciałąm tylko na chrzest. I to w sumie w tajemnicy.
  • Dlaczego w tajemnicy?
  • Marc nie chciał się zgodzić na mój przylot, ale poleciał na wakacje a ja dogadałam się z jego bratem. Może się nie dowie. 
  • Wiesz, że nie powinnaś tak robić? Marc się po prostu martwi.
  • Wiem, wiem. Ale to dla mnie ważne, tłumaczyłam mu wiele razy, że  nic mi przecież nie będzie i Lily się mną zajmie...
  • On to wie, ale będzie się bał. Zbyt bardzo cię kocha. 
U mamy posiedziałam jeszcze godzinę i już musiałam pojechać na lotnisko. Chciałabym mieć ją bliżej siebie. Tęsknie za nią. 



Po kilku godzinach lotu byłam już w Barcelonie. Na lotnisku, tak jak obiecywał czekał Eric. 
  • No witam siostrzyczkę. - uśmiechnięty odebrał ode mnie walizkę.
  • Będziesz mnie tak nazywał? - zaśmiałam się. 
  • A dlaczego nie? Chyba mi się to spodoba. 
  • Jedźmy do domu, bo się chyba dobrze nie czujesz. - powiedziałam wsiadając do auta - Mam nadzieję, że się nie wygadałeś. 
  • Nie? 
  • Eric... Powiedz, że nic nie powiedziałeś. 
  • Jesteś głodna?
  • Eric! 
  • Sam się domyślił to co miałem zrobić? - zaczął się tłumaczyć - Moja wina, że rozgryzł nas. Próbowałem mu wcisnąć jakiś kit ale taki głupi nie jest. I błagam nie denerwuj się, bo to mnie przeraża w twoim stanie.
Po dotarciu do domu nie miałam siły na nic innego tylko pójście spać. Odłożyłam walizkę w kąt i od razu się położyłam. 
Po około dwóch godzinach obudził mnie mój telefon. 
  • Cześć kotek. - usłyszałam głos Marca.
  • No heej. - odpowiedziałam zaspanym głosem. 
  • Ups, obudziłem? 
  • No tak. Zdrzemnęłam się trochę. 
  • Co cię tak wykończyło? - spytał. 
  • Nie udawaj. Wiem, ze Eric się wygadał. - odpowiedziałam - A było tak blisko.
  • No widzisz kochanie, nie da sie mnie tak łatwo wykiwać. - powiedział pewny siebie. Jeszcze się zdziwi... - Ale wszystko w porzą... - nie dokończył.
  • Dzień dobry Angie, tutaj Roman, Joan Angel Roman. Ściskamy cię tutaj wszyscy. Jak się czujesz?
  • Bardzo dobrze, dziękuję i ucałuj chłopaków.
  • O nie nie, mogę ich co najwyżej pozdrowić. - zaśmiał się. Za chwilę usłyszałam tylko krzyczącego Marca, który już chyba odzyskał telefon. 
  • Przepraszam, ale tych debili nie da się opanować. 
  • Dobra dobra. Macie się bawić to się bawcie. Pozdrowić twojego brata? 
  • Nie, po co. - zaśmiał się - Dobra bo lecimy znowu gdzieś. Kocham was. 
  • My ciebie też. - uśmiechałam się teraz szczęśliwa.
___________________________________________________________
Coś udało się naskrobać, najlepiej nie jest ale jest.
Za błędy przepraszam ale nie mam siły ich poprawić. 
Do następnego :D 

czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 25 - Ucieczka

12 czerwca 2014

  • No ale dlaczego nie mogę? - spytałam po raz kolejny. 
  • Zrozum, że ja się o Ciebie po prostu martwię. - przygarnął mnie bliżej siebie Marc - Nie chciałbym, żeby coś się wam stało. 
  • Przecież nic się nie stanie. A przez takie gadanie możesz tylko coś wykrakać. 
  • Dlatego nigdzie nie lecisz. - powiedział stanowczo. 
Niesprawiedliwe. 
Zaira i Nick poprosili mnie abym została matką chrzestną ich córeczki. Co oczywiście wiązało by się z wylotem do Nowego Jorku na parę dni. Bardzo chciałabym tam polecieć, tym bardziej, że obiecałam to kiedyś przyjaciółce. 
Jest tylko jeden problem... 
Nie każdemu podoba się ten pomysł. Konkretnie jednej osobie. 
Marc twierdzi, że może mi się coś stać od razu po wejściu na pokład samolotu. Według niego grozi mi jakieś śmiertelne niebezpieczeństwo. Że to niebezpieczne dla dziecka. 
Cały czas staram się mu wytłumaczyć, że nic mi nie będzie. Że swoim gadaniem może tylko wykrakać jakąś tragedię. Pokazuje opinie, że kobiety w ciąży mogą spokojnie latać samolotami.
Mówi się jak do słupa, słup stoi jak...

  • Obraziłaś się. - stwierdził. 
  • Nie. - ucięłam krotko. 
  • A może jednak? 
  • Nie.
  • Przepraszam, ale w końcu zrozumiesz, że to dla twojego dobra.


19 czerwca 2014

Jak czegoś nie wolno... to trzeba to zrobić szybko. 
Marc jednak wybrał się z przyjaciółmi na Ibizę,długo wahał się z decyzją ale poleciał. Zostałam więc pod opieką Erica.
Czy on na prawdę liczył, że ja tego nie wykorzystam? 
Szybko zawarłam pewien układ z bliźniakiem mojego ukochanego i już jestem w drodze do NY. 
Oczywiście nie lecę sama tylko z Lily. Ona akurat miała pozwolenie.
Dzisiaj jesteśmy na miejscu, chrzest jutro. Ja wracam już pojutrze (bo trzeba to zrobić szybko) a Lily zostanie trochę dłużej ze swoją bratanicą.



  • Kto miał nas odebrać? - spytałam przyjaciółki, gdy byłyśmy już na lotnisku w NY.
  • Nicky mówił, że przyjedzie. - zaczęła - Tam jest! - wykrzyknęła, gdy zobaczyła brata. 
Natychmiast pobiegła do niego. 
Rodzeństwo przez dłuższą chwilę tonęło w swoich ramionach. Widać jak bardzo się za sobą stęsknili.
  • Nie wierzę, grubasek też przyleciał. - powiedział Nick witając się ze mną. 
  • Ty, ty gościu uważaj. Ciekawe, czy Zairę też tak nazywałeś. - zaśmiałam się. 
  • Dokładnie tak.
  • Ale na mnie się tak nie mówi, możesz tego gorzko pożałować. - zażartowałam.



Niedługo później tonęłam już w uściskach przyjaciółki, której nie widziałam od czasu mojego wylotu do Barcelony. Za nikim się tak chyba nie stęskniłam jak za Zairą. 
Oj cała noc nam by chyba nie starczyła, żeby się nagadać. 
  • Nie wierzę. Jesteś tu! - zapiszczała. 
  • Jestem! - zaczęłam piszczeć razem z nią. 
  • Może to nie był najlepszy pomysł. - usłyszałyśmy tylko jak mruczy Nick.
  • Jak tu świetnie wyglądasz. - zaczęła chwalić.
  • No ty Zairek też niczego sobie. - zaczęłyśmy się śmiać - A gdzie nasza gwiazda? - spytałam.
  • Aktualnie śpi w swoim łóżeczku. Chodź.- pociągnęła mnie do niewielkiego pomieszczenia, które było pokojem małej Agnes.
____________________________________________________
Kończę w takim momencie, bo kompletnie nie wiem co dalej...
No cóż. Bywa ;)

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 24 - Zakupy

Marc pojechał już na trening, więc wykorzystałam sytuację aby zadzwonić do Lily.  Po kilku sygnałach usłyszałam głos przyjaciółki.

  • Słucham? - usłyszałam jej wesoły głos.
  • Hej Lil. - przywitałam się. 
  • Cześć Angie. Jak się czujesz? - spytała od razu. 
  • Bardzo dobrze. Może spotkałybyśmy się dzisiaj, pogadały. Albo jakieś zakupy. - zaproponowałam. 
  • W sumie... - zaczęła po chwili ciszy - To jest nawet dobry pomysł. Przyjadę po ciebie i możemy się wybrać do jakiejś galerii. 
  • To świetnie. Będę czekać. 
  • Szykuje się i niedługo jestem. - powiedziała i po chwili zakończyłyśmy rozmowę. 
Powoli dokończyłam lody, które zaczęłam jeść jeszcze przed rozmową z przyjaciółką. Ogarnęłam trochę salon i kuchnię, po czym poszłam się przebrać. Idealnie przed przyjazdem Lily udało mi się wyrobić.
Byłam pewna, że przyjedzie taksówką, jednak to ona prowadziła auto.

  • Cześć grubasku. - uśmiechnęła się, gdy wsiadłam do samochodu.
  • Ej, ej. Uważaj sobie młoda. Trzeci miesiąc dopiero. Odpuść. - odpowiedziałam.
  • I tak jesteś grubasek. - miała wyjątkowo dobry humor.
  • Zabawne. Na prawdę. Powiedz lepiej kiedy załatwiłaś wszystko z autkiem. 
Przyjeżdzając do Hiszpani Lily miała już prawo jazdy, ale nie była pewna, czy jest ono ważne również tutaj. Jednak nigdy nie znajdowała okazji aby to sprawdzić i cokolwiek pozałatwiać. Ale jak stwierdziła musiała wreszcie coś zrobić. 
Nim skończyłyśmy ten temat znalazłyśmy się już pod galerią handlową. Nie spiesząc się nigdzie zaczęłyśmy powoli chodzić po sklepach. 
Lily chyba postawiła sobie za cel kupienie czegoś w każdym sklepie, który odwiedziłyśmy. Trochę się podśmiewałam co spowodowało jej zachowanie i czy zamierza się tak stroić dla kogoś. Cały czas nie zdradzałam, że wiem cokolwiek. Ona jednak nie reagowała na moje zaczepki.
  • Zarządzam koniec zakupów. - powiedziałam w końcu.
  • Kawiarnia? - zaproponowała Lily.
  • Cokolwiek. Byle byśmy mogły gdzieś usiąść 
  • Mogłaś mówić, że jesteś zmęczona. - trochę się zmieszała - Przepraszam, ja tak latałam szybko, a ty nie powinnaś...
  • Daj spokój. - przerwałam jej - To w końcu ja zaproponowałam ten wypad co nie?

Udałyśmy się do najbliższej kawiarni. Lily zamówiła kawę oraz kawałek torcika bezowego natomiast ja postawiłam na herbatę i sernik.
  • A teraz sobie porozmawiamy. - powiedziałam poważnie. 
  • Boże, nie strasz... Stało się coś? - spytała. 
  • To raczej ty powinnaś mi powiedzieć. - uśmiechnęłam się. 
  • Chyba nie rozumiem...
  • Poszliśmy wczoraj z Marciem na spacer. Chciałam Cię odwiedzić, ale usłyszałam, że nie możemy. Także chciałabym wiedzieć co się wczoraj u ciebie działo i czy miało to może jakiś związek z pewnym naszym przyjacielem? 
  • I teraz mam się spowiadać tak? 
  • Dokładnie! Mamy czas, opowiadaj. 


Wróciłam wreszcie do domu. Spokojnie weszłam z torbami do salonu. 
  • Czy mogę wiedzieć, gdzie się pani podziewała? - usłyszałam za sobą głos Marca, a już po chwili poczułam jak mnie przytula. 
  • A taki mały wypad z Lily na zakupy zorganizowałyśmy sobie. 
  • Nie mogłaś się powstrzymać nie? - zaśmiał się. 
  • Nie rozumiem o co ci chodzi kochanie. 
  • Czyli nie zrobiłaś Lily przesłuchania przy okazji?
  • Ja? Nieee... O co ty mnie w ogóle podejrzewasz. - powiedziałam spokojnie. 
  • Tak myślałem. Wiesz... Sergiego nie było trzeba o nic pytać. Po nim to wszystko widać. 
  • No a ja musiałam... - zaczęłam. 
  • Co musiałaś? Przecież nie rozmawiałaś o tym z Lil. - od razu złapał mnie za słówko. 
  • Nie, nic. Muszę rozpakować zakupy. - powiedziałam po czym trochę mi się ziewnęło. 
  • Nie, nie. Teraz pani pójdzie odpocząć. - Marc wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. 

wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 23 - Spacer

17 maja 2014


Siedziałam lekko poddenerwowana.
Wczoraj dzwonił Nick. Zaira od dwóch dni jest w szpitalu. Rozwiązanie w jej przapadły jest co raz bliżej.
 Zaira była moją najlepszą przyjaciółką jeszcze z czasów Nowego Jorku więc nic dziwnego w tym że się martwię nie ma.
Wstałam z kanapy. Udałam się do kuchni, nalałam soku do szklanki i wróciłam z powrotem na kanapę.
Nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca.
Włączyłam telewizor. Przeskoczyłam chyba przez wszystkie kanały i nie znalazłam nic, co by mnie zaciekawiło.
Odłożyłam szklankę na stolik i rozłożyłam się na kanapie. Może uda mi się zdrzemnąć.



Obudziło mnie skomlenie psa i głos Marca proszącego czworonoga aby się uspokoił.
Uniosłam się do pozycji siedzącej. Po chwili obok mnie znalazł się Bartra.

  • Hej słońce. - ucałował mnie w czoło obejmując - Jak się czujemy? - spytał. 
  • Całkiem dobrze się czujemy. - uśmiechnęłam się. 
  • A jednak  wyglądasz jakby  coś cię męczyło. - stwierdził po chwili. 
  • Nic mi nie jest. Czekam tylko na wiadomość jak Zaira. - powiedziałam - No i może trochę brakuje mi świeżego powietrza. 
  • Przecież zawsze możesz wyjść posiedzieć na ogrodzie. 
  • Wolałabym jakiś spacer.
  • Jeśli na prawdę dobrze się czujesz możemy iść choćby zaraz.
Kilkanaście minut później juz spacerowaliśmy. Jak zazwyczaj towarzyszyła nam Nina trzymana przez Marca na  smyczy. Przez dłuższy czas szliśmy w ciszy. Cały czas trzymając się za ręce przemierzaliśmy powoli miasto.
W pewnym momencie dotarliśmy w okolice gdzie mieszka Lily. Wpadł mi do głowy pomysł aby ją odwiedzić, ale w tej samej chwili usłyszałam głos Marca "wiem,  co ci chodzi po głowie,  ale dzisiaj nie możemy". Dziwne.
Drogę powrotną zajęło mi wypytywanie Marca,  dlaczego nie mogliśmy wpaść do Lilly. Cały czas słyszałam jednak odpowiedzi typu "nie wiem ",  które później zmieniły się w " nie mogę ci powiedzieć ".


  • Obraziłaś się?  - spytał Marc gdy wróciliśmy do domu. 
  • Nie. - powiedziałam krótko. 
  • Przecież widzę. - udał się za mną na górę. 
  • No to chyba musisz iść do okulisty. 
  • Ocho. Powiesz mi o co chodzi?  - chwycił mnie za ręce i zatrzymał przed drzwiami sypialni. 
  • Ja mam mówić? To ty nie chcesz mi nic powiedzieć. 
  • Nie mogę. Obiecałem. Zrozum. 
  • Jak nie to nie. - weszłam do sypialni,  jednak zatrzymałam się na środku pomieszczenia - Sergi!  - wykrzyknęlam.
  • Co Sergi? 
  • To on coś kombinuje,  a tobie o tym powiedział. I na pewno jest teraz u Lily, dlatego nie mogliśmy do niej iść. Mam rację? 
  • Tak. - westchnął - Ale nic nie wiesz. 


Lily

Wieczór,  a ja siedzę wygodnie na kanapie wtulona w ukochanego mężczyznę. 
Przylatując do Barcelony nie myślałam, że tak dobrze się tu poczuje i że znajdę tutaj miłość. 
Dziś po południu przed drzwiami mieszkania po raz kolejny pojawił się  Sergi. Nic dziwnego. Przyjazniliśmy się. Jednak w dłoniach trzymał bukiet kolorowych tulipanów,  moich ulubionych kwiatów. Wyglądał na trochę zdenerwowanego. Bez słowa zaprosiłam go do środka. Roberto wręczył mi kwiaty i wypowiedział wiązankę słów najpiękniejszych jakie do tej pory były kierowane do mnie z ust mężczyzny. Wyznał mi wszystkie uczucia, które siedziały w nim odkąd jak sam ujął pierwszy raz dane mu było mnie zobaczyć.
Nie potrafiłam ukryć wzruszenia,  ale i szczęścia ze słów piłkarza. Od pewnego czasu sama czułam coś do niego, jednak z nikim nie podzieliłam się swoimi uczuciami. Bałam się odrzucenia.
Jednak dziś wszystkie moje obawy zeszły na bardzo daleki plan, a ten dzień stał się jednym z najpiękniejszych.


sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 22 - Płacz

25 kwietnia 2014


Fizycznie czuję się prawie doskonale. Moja psychika jednak zaczyna siadać. 
Od kilku dni Tito w bardzo ciężkim stanie znajduje się w szpitalu. Z tym miejscem nie rozstają się również praktycznie Montse, Carlota i Adria. Sama również chciałabym tam być, jednak ze względu na mój stan nikt nie chce się zgodzić abym przebywała w klinice. 
Jeszcze przed przewiezieniem wujka do szpitala odwiedziłam go w domu. Czułam, ze nasza rozmowa była pożegnaniem. 



  • Jak się czujesz? - spytał Marc siadając obok mnie i podając szklankę z sokiem. 
  • A jak myślisz? Najbliższa mi osoba walczy o życie, a ja nie mogę tam być. Nie dostaję nawet od nikogo żadnych informacji, co się dzieje. 
  • Zrozum, że to wszystko dla twojego dobra. - objął mnie - Gdy coś ważnego się wydarzy, to na pewno ktoś cię powiadomi. - ucałował mnie w skroń.
  • No dobrze... - westchnęłam - Powiedz mi może jak tam na treningu.
Z opowieści Marca wynikała, że atmosfera panująca w klubie najweselsza nie jest. .Wszyscy ogromnie przejmują się stanem Tito i nie potrafią odpowiednio skupić się na treningach.



Ostatnio jestem ciągle zmęczona tymi wszystkimi wydarzeniami. Boję się, że może mieć to wpływ na dziecko.Gdyby jeszcze jemu coś się stało, nie wiem czy miałabym jeszcze czego szukać na tym świecie.
  • Angie! Możesz tu zejść? - usłyszałam wołanie Marca. 
Podniosłam się z łóżka. Powoli udałam się do salonu, w którym siedział zapłakany Adria.
  • Zostawię was lepiej. - Marc usunął się do kuchni.
Usiadłam na kanapie obok kuzyna, który natychmiast mocno się do mnie przytulił.
  • Angie... To koniec.. Tata, on...- chłopak zaczął dławić się łzami.
Trudno było nie domyślić się o co mu chodzi, Trudno było, choć wszyscy powinni być na to gotowi, uwierzyć, że nie ma już wśród żywych tak wyjątkowego człowieka.
Sama natychmiast zalałam się łzami.



  • Adria, twoja matka i siostra wszędzie cię szukają. - do salonu wreszcie odważył się wejść Marc - Podobno od razu po rozmowie z lekarzem wybiegłeś ze szpitala.
  • Och Adria... Wracaj. Powinieneś wspierać teraz matkę i siostrę a nie siedzieć tutaj - powiedziałam - Ja sobie dam radę.
Kuzyn powoli opuścił nasz dom.
Marc natychmiast usiadł obok mnie i mocno objął. 
  • Dlaczego to wszystko jest takie niesprawiedliwe? - łkałam cicho - On powinien żyć!
  • Ćśś.. Spokojnie. Nie wolno ci się denerwować. - powiedział stonowanym głosem, jednak wyczułam, że jemu również było ciężko.
Do końca dnia nie potrafiłam się uspokoić. Marc rozumiał i starał się nie opuszczać mnie choćby na chwilę. 



28 kwietnia 2014


Siedziałam obok mamy wraz z całą resztą rodziny już w kościele. 
Montse, Carlota i Adria wchodzili do środka wnosząc urnę z prochami Tito. 
Bezczelne media. Kamery skierowane były cały czas na ową trójkę nie spuszczają z nich "oka". Kto w ogóle wymyślił robienie transmisji z pogrzebu?!
Nienawidzę takich ceremonii. Wspomnień, sentymentów, łez... Niektórzy zachowują się sztucznie byle by udać przed innymi, że tragedia drugiego człowieka go w jakimś stopniu obchodzi. A już szczególnie dziś, gdy pół świata może to oglądać...

____________________________________________________________________

No i tego właśnie się bałam.
Że zepsuje tak ważny dla mnie rozdział. 
Mówi się trudno... 


niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 21 - Radość

16 marca 2014r.


Odkąd się obudziłam byłam poddenerwowana. Bałam się i nie wiedziałam jak powiedzieć o wszystkim Marcowi.
A o tym jaka może być jego reakcja wolałam nawet nie myśleć.
Nie miałam żadnej pewności co zrobi.
A różne historie, czytane przeze mnie dawno i niedawno, które mi się przypominały pogłębiały wszystkie moje obawy.
Stanełam znowu przed lustrem. Wiadomo, jeszcze nic nie widać.
Odetchnęłam głęboko i uśmiechnęłam się do siebie.
Myśl pozytywnie, myśl pozytywnie.



  • Nie zmieniłaś planów i będziesz na meczu, prawda? - spytał Marc zanim opuścił dom.
  • Mnie miało by nie być? - uśmiechnęłam się - Razem z Lily stawimy się na trybunach. Ale jedź już, bo jeszcze będzie na mnie, że się za późno stawiasz na miejscu.
  • Dobra, już lecę. Do zobaczenia. - ucałował mnie.
  • Powodzenia! - krzyknęłam jeszcze zanim wyszedł.




Lily pojawiła się u mnie dwie godziny przed wyjściem.
  • I jak zareagował Marc na wiadomość o ciąży? - spytała od razu.
  • Nooooo....- przęcięgnęłam.
  • Nie powiedziałaś mu jeszcze? 
  • Powiem jak wróci po meczu.  - odparłam nalewając sok do szklanek. 
  • Zwlekasz. Załatwiłabyś to wczoraj i dopiero byś widziała jakich skrzydeł by dostał.Gdybym była tobą... - ciągnęła.
  • Wiem, wiem. Nie musisz mówić.




Barca pokonała Osasune 7:0, a Marc rozegrał całe spotkanie co dodatkowo mnie cieszyło.
Napisałam Marcowi wiadomość że będę już domu i we wspaniałym nastroju wróciłam już tam. 
Lily pojechała od razu do siebie. Nie byłam jednak sama bo salon zajmował Eric.

  • Co robisz? - spytałam siadając w fotelu. 
  • W sumie nic specjalnego. - westchnął - Mój braciszek wróci, czy będą świętować długo? 
  • Nie wiem, nic nie pisał. - zerknęłam na telefon. 
Gdzieś przez moją głowę przemknęła myśl, a może faktycznie chłopaki pójdą poświętować i jeszcze nie będę musiała nic mówić.
Nie! Stop! 
Angie zrób to jak najszybciej bo jeszcze inny głupi pomysł przyjdzie ci do głowy.
Eric chyba zauważył, że coś jest nie tak,b o zaczął mi się bacznie przyglądać
Usłyszałam otwieranie drzwi. Czyli nie świętuje...

  • Hej wam. - Marc radosnym krokiem wszedł do salonu i przysiadł na oparciu fotelu.
  • Gratuluję udanego meczu. - uśmiechnęłam się.
  • Dziękuje. - pocałował mnie.
  • Dzieci drogie! Nie przy ludziach! - zareagował natychmiast Eric - Opanujcie się trochę no. - powiedział na co my zaczęliśmy się śmiać. 
  • Tak, co mi ciekawego powiecie? - spytał Marc. 
  • Ja nic. - odpowiedział mu brat - Ale z Angie radze ci pogadać, bo zanim wyszedłeś odpłynęła gdzieś i wyglądała nie za ciekawie. - no dzięki. 
  • Coś się stało? - zapytał a ja odetchnęłam głęboko.
  • Chodźmy porozmawiać na górę. - powiedziałam. 

Weszłam do sypialni pierwsza i od razu usiadłam na łóżku. Marc po chwili znalazł się tuż obok mnie.

  • Powiesz mi o co chodzi, bo zaczynam się martwić? - spytał po chwili ciszy - Faktycznie zachowujesz się ostatnio dziwnie, ale myślałem, że to no wiesz...
  • Jestem w ciąży. - przerwałam mu. 
Zapanowała cisza. Marc nic nie mówił, tylko wpatrywał się we mnie zszokowany. 
  • Odpowiesz coś? - powiedziałam, a w moich oczach zaczęły pojawiać się łzy. 
Bartra nadal nic nie mówił, jednak przytulił mnie mocno do siebie. 
  • Nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę. - wyszeptał, a ja rozpłakałam się - Słońce, nie płacz. Tu nie trzeba się płakać tylko się cieszyć. 
  • Ale ja się cieszę. - powiedziałam przez łzy. 
Nagle drzwi od sypialni otworzyły się i pojawił się Eric. 
  • Dobrze podsłyszałem? Będę wujkiem? - spytał. 
Marc tylko się zaśmiał a ja skinęłam głową. 
  • Gratulację! - krzyknął i rzucił się na nas z uściskami.

__________________________________________________________________
Rozdział nie powiem skąd ale jest...
Ech...
Może kolejny wyjdzie lepiej.

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 20 -Powiedz

15 marca 2014


,'Lilly',

Od samego rana próbowałam się dodzwonić do Angie. Strasznie się o nią martwię. Widzę, że coś jest z nią nie tak. Ale ona ciągle zaprzecza. 
  • Odebrała? - spytał Sergi, który jest ostatnio coraz częstszym gościem w moim mieszkaniu. Nie, nie jesteśmy razem, ale świetnie się dogadujemy i jesteśmy dobrymi znajomymi. 
  • Nie... Dlaczego ona nie chce powiedzieć co jest. - usiadłam zrezygnowana w fotelu. 
  • A może to coś z Tito i nie chce o tym mówić... - westchnął - Po klubie roznoszą się plotki że jest z nim coraz gorzej. 
  • Nie wiem... Ale muszę się dowiedzieć. 
  • Wszystko na pewno będzie dobrze. - Sergi przysiadł na oparciu - Zobaczysz. 



Za 41234 razem Angie wreszcie odebrała. Nareszcie bo już myślałam, że na prawdę się coś strasznego stało. 
Umówiłyśmy się w kawiarni na czternastą. Stwierdziła, że musi się komuś wygadać.


,'Angie',


To jest straszne. Straszne a za razem wspaniałe.
Boje się. Boje ale jednocześnie jestem bardzo szczęśliwa.
Nikt jeszcze nie wie. Ale gdybym mogła wykrzyczała bym to na środku ulicy.

Lily czekała już na mnie w kawiarni. Wyglądała na wyraźne zaniepokojoną.

  • Hej Lil.- uśmiechnęłam się -Długo czekasz?
  • Hej. - przywitała się - Nie, przed chwilą przyszłam.
  • To dobrze. Bałam się,  że za późno dotrę.
  • No dobra... Powiedz mi co się z tobą dzieje? - spytała - Widzę że nie wyglądasz najlepiej. Zachowujesz się też dziwnie.
Westchnęlam cicho i uśmiechnęłam się.

  • Lili, ja... Jestem w ciąży. - oznajmiłam.
  • Mój Boże... Gratulacje.  -  przyjaciółka podeszła mnie i usciskała. 
  • O tu co taka radość?  -całkiem niespodziewanie pojawiła się Lorena z Cristianem.
Gdyby Lorena była sama pewni. Bym się wygadala. 
Jednak nie powiedziałam jeszcze Marcowi. Nie wiem jak... Boje się jego reakcji. Co jeśli on tego nie chce?  Jeśli twierdzi że nie jest gotowy by zostać ojcem,  że jest za młody,  że to może zniszczyć całą przyszłości,  wszystkie jego plany.
Takie myślenie kiedyś wpędzi mnie w depresję.

  • Angie musisz mu powiedzieć i to jak najszybciej. - zaczęła Lily gdy odprowadzała mnie do domu - W ogóle nie rozumiem dlaczego od razu tego nie zrobiłaś. Gdybym była na twoim miejscu wiedział by od razu.
  • Ale ja się boję. 
  • Dziewczyno czego Ty się boisz?  Znam was i do tego mam oczy. Będzie szczęśliwy jak nigdy dotąd. Wejdziesz teraz do domu i powiesz mu. Jasne?  
  • Tak. Powiem.
Jutro po meczu - dodałam w myślach. 

sobota, 4 października 2014

Rozdział 19 - Dziwnie?



  • Możesz przestać tupać? - spytałem Angie - Czym ty się w ogóle tak denerwujesz?
  • Lily się nie odzywa. Miała napisać a tu cisza. - zaśmiałem się po tych słowach - I z czego się głupku śmiejesz? 
  • Oj chyba tak szybko ci Lily nie odpisze. Myślę, że jeszcze nie jest sama. 
  • Mówisz, że Roberto jeszcze jej nie opuścił? 
  • No wiesz... Najpierw zwiedzanie Camp Nou... Potem pewnie jakaś kawka, coś.. Odprowadził ją pewnie do domu, a może nawet jest u niej. Tu nie ma się czym przejmować. - uśmiechnąłem się - Sama chciałaś kogoś mu znaleźć. 
  • No niech ci będzie. - ziewnęła. 
  • Aha! Ktoś tu jest zmęczony. 
  • No może troszkę. - uśmiechnęła się lekko Angie. 
  • To czas spać! - wziąłem dziewczynę na ręce i zaniosłem do sypialni.

,'Angie',

Obudził mnie dźwięk wiadomości przychodzącej na moją komórkę. Sięgnęłam telefon z pod poduszki. To od Lily. 
"Przepraszam, że wczoraj nie napisałam,
 ale od razu położyłam się spać :)"
Od razu odpisałam. 
"Nic się nie stało. Jak było?" 
Ostrożnie wstałam z łóżka i udałam się do kuchni zrobić sobie gorącej herbaty. Będąc już na dole otrzymałam sms'a.
"A jak miało być? Oprowadził mnie po 
stadionie. Odwiózł do domu i szybko zwiał" 



"Nie wierzę... Wpadnę niedługo to mi 
dokładniej to opowiesz ;D" 
Wysłałam wiadomość i usiadłam z kubkiem herbaty na kanapie w salonie.
Po wypiciu mojego ulubionego napoju zaczęłam szykować się do wyjścia. Marc cały czas jeszcze spał więc zostawiłam mu tylko kartkę, że będę u Lily i opuściłam dom.


Jak dawno nie jeździłam rowerem!
Chociaż nie wiem co mnie podkusiło dzisiaj, żeby przebijać się nim przez miasto. Chyba wybrałam sobie zły dzień.
Uśmiechnięta Lily otworzyła drzwi do mieszkania i wpuściła mnie do środka.

  • No to teraz możesz mi wszystko opowiedzieć. - usadowiłam się w jej pokoju. 
  • To co chcesz wiedzieć?
  • Jak to co? Wszystko dziewczyno! - zaśmiałam się - Pamiętaj, że Nicky kazał mi Cię pilnować więc musisz mi wszyściutko mówić.
  • No więc.. Po kolei... Wstałam dzisiaj rano, ogarnęłam się napisałam do ciebie wiadomość poszłam zjeść śniadanie... - zaczęła wymieniać. 
  • Ej! Stop! Przecież wiesz, że nie o to mi chodzi. Ty się tłumacz dziecko drogie z wczorajszego dnia. 
  • Ale tu się nie ma co tłumaczyć. - powiedziała - Wszystko Ci i tak napisałam.
  • A jak się w ogóle Sergi zachowywał?
  • A Ty książkę piszesz? - spytała - Każdy szczegół byś chciała znać. 
  • Może i piszę. Przecież wiesz, że jestem ciekawska. 
  • No jak się zachowywał.. Hm.. W sumie to trochę dziwnie. Tak głupio się uśmiechał, co jakiś czas odlatywał gdzieś myślami i wtedy się tak na mnie dziwnie patrzył. - westchnęła i sama odleciała na chwilę. 
  • Czy na pewno było to dla Ciebie "dziwne"? - spytałam - Powiedziałaś to tak jakby ci się podobało.
  • Co?! Nie żartuj sobie. Pff...
  • Lily? Przecież wiesz, że nie powiem nic Nickowi... Dalej mów.
  • Co? Co ty sobie tu wymyślasz, ja nie wiem... - wstała i wyszła do kuchni.
 Ta... wymyślam sobie... Właśnie widzę...

Po wizycie u Lily przejechałam się jeszcze do wujka. Tam zostałam już do wieczora. Rozmawiałam z wujkiem, wspominaliśmy i nawet trochę pożartowaliśmy. 
Dobrze, że nadal nie stracił pogody ducha. 
___________________________________________________________

Nie wypowiem się o tym rozdziale chyba... bo nie byłoby to zbyt fajne xd 

P.S. nie wiem co będzie jak dojdę w tym opowiadaniu do kwietnia...

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 18 - Trening

tydzień później


Umówiłam się dzisiaj z Lily. Wreszcie skończyła urządzać mieszkanie, więc ma czas na poznanie miasta. Nie chciała nawet o tym myśleć przed zakończeniem prac. Pomagałam jej ja, ale nie tylko. Gdy tylko wspomnieliśmy o tym z Marciem przy Sergim od razu się zaproponował pomoc. A Lily postanowiła zmienić w mieszkaniu prawie wszystko, więc było co robić. 


Zapukałam do drzwi mojego jeszcze niedawno mieszkania. 
  • O hej. Już jesteś? - otworzyła mi panna Rascal.
  • Cześć. - weszłam do środka - Nawet się spóźniłam 5 minut. 
  • Och przepraszam. Ja zaraz się ogarnę i możemy wychodzić. - pobiegła do łazienki. 
Udałam się do kuchni. Wyciągnęłam z szafki szklankę i nalałam sobie soku. 
Muszę przyznać, że Lily bardzo ładnie się urządziła. Ma gust dziewczyna, na prawdę. 

Gdy już siostra mojego przyjaciela była gotowa mogłyśmy opuścić mieszkanie. 
  • To co byś chciała zobaczyć? - spytałam.
  • Wszystko? - uśmiechnęła się. 
  • No całego miasta to my dzisiaj nie obejdziemy. Na zwiedzanie to będziesz miała bardzo dużo czasu, więc może dzisiaj coś bardziej pożyteczniejszego? 
  • Prowadź przewodniczko. - zaśmiała się. 
Więc dzisiaj jakieś bardziej pożyteczne rzeczy niż zabytki. Skoro Lily ma tu mieszkać to musi wiedzieć co i gdzie załatwiać. 




Siedziałyśmy w kawiarni. 
  • Wiesz.. nie jestem pewna czy ci wszystko pokazałam. - powiedziałam - Ale poradzisz sobie chyba, prawda?
  • Jasne. Parę tygodni i jakoś się przyzwyczaje. - uśmiechnęła się - A jakbym się zgubiła to będę dzwonić albo spytam o pomoc jakiegoś życzliwego przechodnia. 
  • Na pewno ktoś ci pomoże. - upiłam łyk kawy - Co ty na to - spojrzałam na zegarek - żebyśmy pojechały na trening Bracy? - zaproponowałam - Chłopaki jeszcze nie zaczęli. Popatrzysz trochę. Zaczniesz się oswajać z piłką nożną, bo uwierz jeśli już tu mieszkasz jesteś skazana na kontakt z nią. A po treningu będziesz miała darmowy spacer po Camp Nou. 
  • W sumie, bardzo chętnie przejdę się na stadion. - powiedziała.
Dokończyłyśmy nasze kawy i pojechałyśmy na Ciutat Esportiva. Zawsze dostawałam się tam bez problemów więc i teraz tak było. 
Odszukałyśmy boisko na którym trenowała pierwsza drużyna. 
Trenera ni widu, ni słychu, a panowie stoją w grupkach i 'plotkują'. 
  • Cześć Angie. - zostałam zauważona przez Alvesa - Przedstawisz nam koleżankę? - uśmiechnął się. 
  • Lily. - powiedziała sama dziewczyna wyciągając dłoń w kierunku piłkarza. 
  • Daniel. - przywitał się. 
Zaraz potem przybiegł również Song. A z ci dwaj już potrafią zadbać o dobre humory i o zadbali również o to by Lily od razu ich polubiła.


,'Marc',


Trener musiał pilnie załatwić jakieś papierkowe sprawy, więc mieliśmy luz. 
Stałem rozmawiając z chłopakami. 
  • Sergi się zawiesił. - szturchnął mnie Cris. 
Spojrzałem na przyjaciela. Stał i wpatrywał się w jeden punkt. Zerknąłem w tamtym kierunku. 
Och to wiele wyjaśnia. 
  • Zaraz wracam. - po wiedziałem i podbiegłem do Angeliki - Dani, Alex co mi podrywacie Angie? - zaśmiałem się przytulając dziewczynę. 
  • My chcieliśmy tylko poznać koleżankę. - wytłumaczył  Alex. 
  • To może przedstawcie ją jeszcze reszcie. 
  • No nie wiem czy mogę pozwolić Lily iść z nimi. - zaśmiała się Angie. 
W tym samym czasie podeszli do nas Sergi i Cris. 
Zdążyli jednak tylko przywitać się z dziewczynami, gdyż wrócił trener. 


  • Ja już chyba wiem co jest Roberto. - powiedział Tello po treningu.
  • Też zauwarzyłeś? 
  • Przecież on by się o własne nogi zabił dzisiaj. Cały czas zerkał na tę Lily. A gdy Alves coś o niej powiedział omal nie zabił go swoim wzrokiem. - śmiał się.
  • Wiem, widziałem. On już od momentu gdy pierwszy raz ją zobaczył tak się zachowuje. 
  • No to wpadł nieźle.
Skończyliśmy rozmowę na temat Roberto, gdyż pojawił się obok nas. 
Przebraliśmy się po treningu. I opuściliśmy kompleks. 
  • No to ja porywam cię do kina. - podszedłem do Angelici.
  • Ale obiecałam Lily, że oprowadzimy ją jeszcze po Cam Nou. 
  • Chwila - pomyślałem - Wiem co zrobić. 
Najpierw podszedłem do Lily, która skończyła właśnie rozmawiać przez telefon. Spytałem, czy nie obrazi się jeśli ktoś inny a nie Angie oprowadzi ją po stadionie. Bez problemu zgodziła się na inną osobę. Zaraz potem udało mi się zatrzymać jeszcze Sergiego i  spytać, czy nie został by przewodnikiem dla Lily na dzisiaj. 
Nawet nie zdążyłem dokończyć pytania i już się zgodził. 
To Angie miała bawić się w swatkę, a tymczasem ja sprawiłem, ze spędzą ze sobą, jeśli dobrze znam mojego przyjaciela, całe popołudnie. 
_________________________________________________________________

Czy mi się wydaje, czy tu praktycznie są same dialogi? 
Beznadzieja xd
Ech...

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 17 - Dziecko

,'Angelica',

  • I z czego się jeszcze śmiejesz? - spytał Marc wchodząc do sypialni. 
  • No bo to było śmieszne. - tłumaczyłam się.
  • Jak dla ciebie. 
  • No nie gniewaj się. - próbowałam go przytulić, ale się odsunął - Rozumiem, foch. Jak chcesz, możesz się nie odzywać. Ja też się zamknę. 
Wyszłam z sypialni i poszłam prosto do salonu. Usiadłam na kanapie i włączyłam tv.
O nie... nie mam zamiaru tam wracać.. Jak się ktoś na żartach nie zna to niech się obraża.
Oglądałam jakiś program w tv i zaczęłam robić się senna.Wstałam jeszcze tylko, wyciągnąć jakiś koc i położyłam się z powrotem na kanapie.


Obudziłam się nie na kanapie, a w sypialni. Pewnie w nocy mnie tam przetransportowano. Musiałam mieć mocny sen dzisiaj. Podniosłam się i nie widziałam nigdzie Marca. Po chwili pojawił się jednak.

  • Śniadanie do łóżka. - uśmiechnął się kładąc tacę na pościeli.
  • Dziękuję. Czyli już foch przeszedł? - spytałam. 
  • Tak. Przepraszam, nie powinienem się tak zachować. 
  • Ja też przepraszam, faktycznie zachowałam się jak dziecko. - przyznałam.
  • To jak, zgoda? 
  • Zgoda. - uśmiechnęłam się. 
  • Cieszę się. - zbliżył się do mnie i lekko musnął moje wargi - Jedz ładnie śniadanko, a ja lecę na trening. Pa. - ucałował mnie w czoło po czym wyszedł. 



Ciupkę zaczęło mi się nudzić. Postanowiłam, że może coś ugotuję.
Jednak zanim ostatecznie 'wydostałam się' z łóżka minęło trochę czasu. Wybrałam jakieś ubrania i poszłam się ogarnąć.
Gdy już trafiłam do kuchni zadzwoniła moja komórka. To Zaira.
Ta rozmowa nie mogła należeć do krótkich. Każda z nas musiała się wypytać drugiej o dosłownie wszystko. Ja musiałam oczywiście wiedzieć jak jej się układa z Nickiem, jak się czuje i czy wszystko w porządku z dzieckiem. Jeszcze dwa miesiące i zostanę przecież 'ciocią'.

  • Zairek, a pamiętasz co sobie kiedyś obiecałyśmy? - spytała. 
  • No wiele rzeczy sobie obiecałyśmy. - zaśmiała się.
  • No ale to z dziećmi...
  • Pamiętam. Wszystko nadal aktualne. - powiedziała - Chyba, że nie chcesz...
  • Zwariowałaś? Obiecałyśmy to sobie. Jejku, będę matką chrzestną. 
Rozmawiałyśmy jeszcze aż do momentu, w którym usłyszałam, że ktoś wraca do domu. 
Po chwili pojawił się Eric.
  • Cześć. - uśmiechnął się - Marca jeszcze nie ma? 
  • Hej. Nie, jeszcze nie. 
  • Przywiozłem małą. - Nina już znalazła sobie legowisko na kanapie - Już jest zdrowa i całe szczęście. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli się więcej włóczyć po weterynarzach. 
Chłopaki na prawdę troszczą się o Ninę, jakby była ich dzieckiem. A gdy ostatnio było z nią trochę gorzej na zmianę jeździli z nią do weterynarza i zajmowali się nią. 


Siedziałam na łóżku czytając książkę, gdy Marc wrócił już z treningu. 
  • Jestem. - wszedł do sypialni... z Niną na rękach. 
  • Oj widać, że się za nią stęskniłeś. - zaśmiałam się.
  • No przecież to moja kochana kruszynka. - 'puścił' ją na podłogę. 
  • Żebyś ty był kiedyś takim dobrym ojcem. - wymsknęło mi się. 
  • Angie... czyy ty...? - mówił lekko wystraszony - No wiesz... - zaczęłam się śmiać. 
  • Nie, nie bój się. Nie jestem w ciąży. - powiedziałam - A nie chciałbyś mieć takiego małego stworka? - dodałam po chwili.
  • Tego nie powiedziałem. - wskoczył obok mnie. 

piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 16 - Lily

23 stycznia 2014


Marcowi zależało żebyśmy sprawę z przeprowadzką załatwili szybko, więc zabraliśmy się za to najprędzej jak tylko można. Dzisiaj zabieraliśmy z mieszkania ostatnie rzeczy.
W sumie.. to zbyt dużo do przewiezienia nie było. Wszystkie meble zostawały w mieszkaniu. Trzeba była tylko pozabierać moje ubrania i różne inne.
Dzisiaj byłam skazana na spędzenie całego dnia z Sergim.
Marc "biegał" wystraszony z Niną po weterynarzach, a Eric ostatnio w ogóle nie miał na nic czasu.

  • To ostatnie rzeczy? - spytał Roberto. 
  • Tak, ale i tak musimy tu jeszcze raz przyjechać. - uśmiechnęłam się. 
  • A miałem nadzieję, że to już koniec. - westchnął.
  • Przecież jak masz inne plany to nie musisz ze mną jechać. 
  • O nie... Wiesz, obiecałem to Marcowi, a ja obietnic dotrzymuje. - wyprostował się dumnie.
  • Już dobrze. - zaśmiałam się - Muszę się tam po prostu spotkać w sprawie sprzedaży mieszkania.
  • Tak szybko kogoś znalazłaś?
  • Ha! No a jak, wątpisz w moje umiejętności? 
Mieszkanie wynajęłam siostrze Nicka, która postanowiła przenieść się ze Stanów do Hiszpanii.



Wieczorem siedzieliśmy już spokojnie z Marciem w domu. 
Wszystkie rzeczy przewiezione. Mieszkanie sprzedane. Mieszkamy już na prawdę razem. 
  • Co zrobiłaś Sergiemu? - spytał nagle Marc. 
  • Ale o co chodzi? - nie zrozumiałam pytania. 
  • Jak wróciliście był taki dziwny. Zamyślony, jakby był na zupełnie na innej planecie. 
  • No to ja chyba wiem... - pomyślałam jeszcze chwilę - On się tak zaczął zachowywać odkąd spotkałam się z Lily, wiesz w sprawie mieszkania. 
  • Ups. Czyżby zaczaił się na niego tam amor ze strzałą? - zażartował Marc. 
  • Nie śmiej się z niego. Zauroczył się i tyle. 
  • W sumie... chciałaś mu znaleźć dziewczynę kiedyś. - przypomniał mi - Problem rozwiązuje się sam. 
  • No tak. - uśmiechnęłam się - Może obejrzymy jakiś film?
Wzięłam laptopa i zaczęłam szukać jakiegoś filmu w internecie. W końcu wybrałam jeden z ulubionych filmów mojej mamy, który ja również lubiłam "Wykidajło" Nie wiedziałam, czy będzie się mój wybór podobać Marcowi ale.. mógł sam wybierać. 
Po nawet nie pół godzinie Marc po prostu zasnął. 
Trzeba było powiedzieć, że go film nudzi. 
Kara musi być. Znalazłam w szafce czerwony flamaster.Szkoda, że zmywalny. Dorysowanie wąsów było zbyt banalne. Oj twardy ma sen, twardy. Udało mi się dorobić jeszcze krosty
Zapomniałam wyłączyć lampę błyskową i w momencie, w którym robiłam zdjęcie Marc się obudził. 
  • Co się stało? - spytał przestraszony. 
  • Nic. Coś Ci się chyba przyśniło. - uśmiechnęłam się chowając telefon do kieszeni.
  • To dlaczego zrobiłaś mi zdjęcie? 
  • To już nie mogę mieć tak po prostu twojego zdjęcia? 
  • Oczywiście, że możesz. Ale to jest zbyt podejrzane. - wstał i udał się do łazienki - ANGIE!! - ups.
  • Tak kochanie? 
  • Co to ma być? 
  • Nie wiem.. Może jakieś uczulenie. 
  • A myślałem, że to moi kumple zachowują się jak dzieci. - podsumował zmywając flamaster.

,'Sergi',

Wróciłem już do swojego domu. Jak obiecałem pomogłem Angie i teraz mam święty spokój.
Myślami krążyłem wokół pewnej dziewczyny.
Lily... 
Nie myślałem, że po jednym krótkim spotkaniu ktoś będzie w stanie mnie tak oczarować.  Dziewczyna wydała mi się być kimś na prawdę wyjątkowym. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś ją spotkam.
W sumie... przecież wiem, gdzie mieszka. Zawsze mogę coś wymyślić. A może Angie by mi pomogła.

_____________________________________________________________________
Jej! Skończyłam xdd
I tym razem bez niczyjej pomocy :D

Lily XDD 

środa, 16 lipca 2014

Rozdział 15 - Przeprowadź się

19 stycznia 2014

Chłopcy grają dzisiaj mecz z Levante. A w tym czasie ja spędzam czas z Loreną.
Cristian nie musiał mnie do tego namawiać. I tak uwielbiamy przebywać razem. Naprawdę bardzo się za przyjaźniłyśmy od momentu mojego przylotu do Barcelony.

  • Jak się czujesz? - spytałam ją od razu. 
  • Wszystko w porządku. - uśmiechnęła się - Mała czasem daje w kość ale trzeba się przyzwyczaić. 
  • Może córeczka pójdzie w ślady tatusia. - zażartowałam. 
  • Chciałby. - zaśmiała się również Lorena. 
Gotowe na wszystko usiadłyśmy przed telewizorem.

Po meczu nasz świetny humor nie był już taki do końca świetny. Blaugrana zremisowała z Levante 1:1. Mimo wielu prób, szczególnie w końcówce nie udało się się zdobyć zwycięskiego gola.
Marc nie grał. Dla niektórych to wydawałoby się tylko drugi z rzędu mecz, który spędza na ławce, ale nie dla niego. Chciałby grać, tym bardziej teraz gdy czuje, że jest w formie. 
Lorena od razu po meczu położyła się do łóżka i zasnęła. Ja jakoś nie mogłam.

20 stycznia 2014


Rano wspólnie z Loreną zjadłyśmy śniadanie, potem się pożegnałyśmy i pojechałam do swojego mieszkania.
Ostatnio rzadziej w nim bywam. Hmmm... wypadało by posprzątać trochę.
Wzięłam się za wycierania kurzy. Zaczęłam dokładnie czyścić wszystko. Po około godzinie jeden pokój miałam już wysprzątany. Został jeszcze jeden. A potem kuchnia.
W sprzątaniu drugiego pokoju przeszkodził mi odgłos trzaśnięcia drzwiami. To pewnie Marc, ma klucze więc nie miał problemu z wejściem.

  • Cześć kochanie. - objął mnie od tyłu i ucałował w polik.
  • Hej. 
  • Widzę, że znalazłaś sobie zajęcie. 
  • Coś robić trzeba. - uśmiechnęłam się. 



Siedzieliśmy przytuleni na łóżku w moim pokoju. Kończyliśmy pić gorącą herbatę.

  • Może prze prowadziłabyś się do mnie? - spytał nagle Marc. 
  • A skąd taka propozycja? - odłożyłam puste kubki na stolik. 
  • To bez sensu, żebyśmy tak krążyli w kółko od twojego mieszkania do mojego domu. A i tak większość czasu spędzamy u mnie. - powiedział - To jak, zgadzasz się? Miałbym cię już cały czas obok. - wyszeptał. 
  • Jesteś tego pewien? 
  • Mówię jak najbardziej poważnie. Bo tak samo poważnie, a nawet bardziej traktuje nasz związek. - za deklarował. 
  • W takim razie się zgadzam. - uśmiechnęłam się. 
Zrobiło mi się bardzo miło, gdy Marc zaproponował przeprowadzkę. W sumie miał rację co do tego, bo trochę dziwnie to wyglądało gdy tak krążyliśmy. Teraz będziemy cały czas ze sobą. Po rozmowie z ukochanym poszłam umyć kubki po herbacie, ale Marca bardziej interesowało coś innego, a raczej ktoś.

  • Kochanie przestań- powiedziałam, gdy zaczął całować mnie po szyi.
  • Nie mogę, bo tak na mnie działasz- wyszeptał kusząco.
  • Świntuch- zaśmiałam się odwracając przodem do piłkarza.
  • Mam bardzo kuszącą propozycje - powiedział przyciągając mnie do siebie. 
  • Chyba wiem o czym myślisz- odpowiedziałam z uśmiechem.

Marcowi wiele nie trzeba było po chwili wziął mnie na ręce niosąc do sypialni, gdzie oddaliśmy się sobie.

_______________________________________________________________
Dagrasia, czy ty wiesz jak ja cię kocham za to wszystko?
Znowu gdyby nie ty to bym chyba zginęła!
Ja cię wynajmuję już na stałe <3
Dziękuję Pani L. ♥

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 14 - Llevant


  •  Chłopaki, co wy kombinujecie? - spytałam po raz kolejny.
  •  Ile razy mam powtarzać, że to niespodzianka i ci nie powiemy? - odpowiedział pytaniem Eric.

Westchnęłam tylko.
Nagle auto się zatrzymało.

  • Przebierz się tutaj, teraz i wtedy pojedziemy dalej. - Sergi podał mi ubrania i obydwaj opuścili pojazd.

Udało mi się jakoś przebrać w podaną mi przez Sergiego sukienkę.  Uchyliłam tylne drzwi, by dać chłopakom znać, że mogą wracać.

  • No i widzisz Angie jak pięknie wyglądasz. Aż żal, że musimy Cię oddać. - zaśmiał się Sergi.
  • Nie denerwuj mnie dzisiaj, proszę. - westchnęłam.



" Porywacze" zostawili mnie przy plaży Llevant i poradzili bym "kierowała się znakami".
Doszłam powoli do brzegu. Zauwarzyłam strzałki na piasku. Zaczęłam się nimi kierować.
Od razu przypomniał mi się mój sen. 
Cieszyłam się tylko, że jestem w Hiszpanii. W porównaniu ze Stanami o tej porze roku było tu na prawdę ciepło.
Dotarłam do najdalszego zakątka plaży Llevant. Na miejscu zobaczyłam rozłorzony koc i świeczki ułożone na kształt serca.
Wyczułam, że ktoś zbliża się do mnie. Silne ramiona objęły mnie od tyłu.

  •  Nie musiałeś tego wszystkiego robić. - powiedziałam - Wystarczyłaby zwykła kolacja w domu.
  • A ty nie musisz kochanie marudzić. Doceniłabyś to wszystko. 
  • Doceniam, doceniam. - odwróciłam się twarzą do niego. - Jest pięknie. - pocałowałam go. 
Zaczęliśmy spacerować po plaży. Latem byłoby tu pełno ludzi, jednak o tej porze było tu bardzo spokojnie.
Po krótkim spacerze zjedliśmy przygotowane (podobno) przez Marca przekąski.
Szykował się długi wieczór, a wraz z nim noc.



Obudziła mnie chłodna bryza. Było mi tak przyjemnie, że mogła bym w ogóle się nie budzić. Głowę miałam wygodnie ułożona na torsie Marca, a gdy postanowiłam ogarnąć sytuację dostrzegłam, że i on nie śpi cały czas na mnie patrząc

  • Kocham Cię. - szepnął całując mnie w czoło - Musimy się chyba zbierać. 
  • Trening? 
  • Nie.. Dzisiaj nie. - uśmiechnął się - Udało mi się załatwić sobie dzień wolny. 
  • Oj nie ładnie, nie ładnie. 
Marc zostawił wczoraj swój samochód tuż przy plaży, więc mogliśmy spokojnie wrócić do jego domu. 
  • Błagam, powiedz, że nie ma tu Sergiego. - westchnęłam, gdy dojechaliśmy. 
  • Nie wiem nawet czy jest Eric. Pojawia się ciągle i znika. 
Weszliśmy już do domu. Nikogo nie było. Erica. Całe szczęście Sergiego. A nawet Niny. 
  • Chyba będziemy mieli święty spokój. - uśmiechnął się Marc. 
  • Ciekawe co będziemy robić. 
  • Mam kilka propozycji. - nasza usta znów złączyły się w namiętnym pocałunku. 
Marc wziął mnie na ręce i zaczął kierować się ku sypialni. W połowie drogi usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. 
  • Jeśli to Sergi, to już nie żyje. - powiedziałam - Lubię go, ale mnie denerwuje. Chyba będę musiała znaleźć mu dziewczynę. 
  • A ja ci chyba pomogę. 
Chcieliśmy zignorować nieproszonego gościa, ale on już nie tylko dzwonił do drzwi, ale i zaczął krzyczeć. 
  • Wiem, że tam jesteście! - tak. To był zdecydowanie Roberto. - Ja tylko na chwilę! Potem będziecie mogli robić co tylko wam się podoba! - dokończył śmiejąc się. 
_______________________________________________________________
Wreszcie coś napisałam ! 
Cieszy się ktoś?


Dziękuję Dagrasia ♥ pomogłaś mi jak nikt inny :** Dziękuję Pani L. ♥ 


niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 13 - Witaj

,'Marc',

Gdy tylko wszyscy zaczęliśmy biegać pierwsze kółka po boisku treningowym zauważyłem, że Angie rozmawia już z Rourą. 
Oby sobie wszystko wyjaśnili. 
  • Widzisz, jak Roura świetnie dogaduje się z twoją dziewczyną? - zaczepił mnie Sergi. 
  • Widzę. I co z tego?
  • Nie wiesz o czym tak rozmawiają? - spytał. 
  • To ich sprawa. - odbiegłem od niego i po następnym okrążeniu zatrzymałem się prze Angie i Jordim. 

Uśmiechali się, więc może już wszystko w porządku. 
  • Wyjaśniliście sobie wszystko? - spytałem. 
  • Tak. - przytuliła mnie Angie - Już będzie okej. 
  • To świetnie. - ucałowałem jej w czubek głowy.
  • Tylko Marc pamiętaj. Zrobisz coś Angelice i  będziesz miał ze mną do czynienia. - zaśmiał się.
  • Tato.... - zawstydziła się jak mała dziewczynka. 
  • Żartuje przecież. - uśmiechnął się - No Marc ruszaj, dalej. - pogonił mnie. 

,'Angelica',

Udało mi się na trenignu porozmawiać z tatą. Przeprosiłam go za moje wcześniejsze zachowanie. Mam nadzieję, że nie prędko spotkają mnie znowu takie niespodzianki. 
Z treningu Azulgrany wyszłam wcześniej,  ponieważ mama napisała mi, że mam przyjechać do domu cioci. 
Dawno mnie tam nie było. 
Postanowiłam przejść się pieszo. Lubiłam spacerować przez miasto. 
Do celu dotarłam po około 15 minutach. Drzwi otworzył mi uśmiechnięty Adria.
  • Hej Angie. - przytulił mnie kuzyn, gdy tylko przekroczyłam próg domu. 
  • No hej. Co ty taki zadowolony? - spytałam. 
  • Tata jednak dzisiaj przyleciał.  - złapał mnie za rękę i zaprowadził do salonu. 
  • Witaj Angie. - usłyszałam głos Tito. 
  • Natychmiast podbiegłam i przytuliłam się do niego. Tak dawno go nie widziałam. Zmienił się. A raczej to choroba go zmieniła. Schudł bardzo. Nadal się uśmiechał ale nie tak jak kiedyś. 
  • Mała, tylko się nie rozpłacz. - pogłaskał mnie po głowie.
  • Strasznie się cieszę, że cię widzę. Jak się czujesz? - spytałam. 
  •  Na pewno jest lepiej. - uśmiechnął się - Ale nie chce o tym rozmawiać. Powiedz mi lepiej co u ciebie. I co w drużynie, bo teraz jesteś jeszcze bliżej niej.


Do późnego popołudnia siedziałam razem z wujem. Tęskniłam za rozmowali z nim. Rozumiał mnie lepiej niż ktokolwiek inny. 
"Przyjedziesz po mnie pod dom Tito?"

Napisałam do Marca. 
Po 10 minutach podjechał samochód. Jednak nie wysiadł z niego Marc.
  • Eric, Sergi... Co wy tu robicie? - spytałam zaskoczona. 
  • Porywamy Cię. - zaśmiał się Roberto. 
  • Pojedziesz z nami po dobroci, czy mamy Cię zmusić? - Eric udawał poważnego. 
  • A wyjaśnicie mi o co chodzi? 
  • Dowiesz się w swoim czasie. - Sergi otworzył mi tylnie drzwi samochodu. 
___________________________________________________________________
To teraz... Możecie mnie zjechać od góry do dołu... 
-,- 

piątek, 25 kwietnia 2014

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 12 - Znamię


  • Jakoś nie chce mi się wierzyć, w to, że Roura jest twoim ojcem. - powiedział Marc gdy usłyszał o wszystkim - Może gdybyście byli trochę do siebie podobni...
  • A myślisz, że mi jest łatwo? Przez tyle lat byłam pewna, że mój ojciec nie żyje. - głos lekko mi się załamał, a Marc natychmiast mnie przytulił.
  • Zostaniesz na noc? - spytał po chwili.
  • Nie dzisiaj. Mama jest u mnie. - odpowiedziałam.

Posiedziałam jeszcze tylko godzinę u Marca i wróciłam do siebie.
Mama spała na kanapie w salonie. Miałam zaproponować jej nocleg w "małym" pokoju ale nie chciałam jej budzić.
Wykąpałam się szybko i wskoczyłam do mojego łóżka.
Rankiem nie było łatwo mi się obudzić. Wolałabym jeszcze trochę pospać. Jakoś udało mi się jednak w końcu wydostać z łóżka i udałam się do kuchni.
Zastałam już tam mamę.

  • Dzień dobry. - uśmiechnęłam się lekko.
  • Cześć. - odpowiedziała - Myślałam, że nie wróciłaś na noc.
  • Spałaś już. Dlaczego nie położyłaś się w mniejszej sypialni?
  •  Chciałam zaczekać aż wrócisz, ale zasnęłam.

Rozmowa się nie kleiła. Atmosfera panująca w pomieszczeniu wydawała się być dość napięta.
Nie potrafiłam tak długo... W końcu to moja mama.

  • -Mamo - zaczęłam - Chciałam się przeprosić. Głupio się wczoraj zachowałam. Wybuchłam niepotrzebnie. A ty chciałaś tylko przecież dobrze dla nas wszystkich. - podeszłam do mojej rodzicielki i przytuliłam ją.
  • Skarbie. - zaczęła - Wtedy to mi się wydawało najlepszym pomysłem. Nie chciałam niszczyć Jordiemu życia. Myślałam, że się nigdy nie domyśli. - westchnęła - Spójrz - wskazała na wewnętrzną część mojej dłoni - Macie dokładnie to samo znamię. Musiał je zobaczyć i sam się domyślił.



Mama postanowiła pójść do domu Tito, odwiedzić ciocię, ponieważ wuja znów jest w Nowym Jorku.
Po mnie przyjechał Marc i pojechaliśmy na trening Blaugrany.

  •  Rozmawiałaś z mamą? - spytał.
  •  Tak. Przeprosiłam ją za mój wybuch. - odpowiedziałam - Rozumiesz, że Roura sam się wszystkiego domyślił ?
  •  Jak?
  • Zerknij. - rozłożyłam dłoń.
  • woje znamię. I co to ma ze wszystkim wspólnego?
  •  Roura...- zawahałam się - Ojciec, ma takie samo.
  • Dziwne. Nigdy nie zauważyłem.
  • Może nie zwróciłeś uwagi.

Dojechaliśmy już do naszego celu.  Marc udał się przebrać w strój treningowy, a ja podeszłam do Loreny, którą zauważyłam.
Ciąża jej służy. Wygląda kwitnąco. I całe szczęście czuje się dobrze.
Narzekała tylko, że Cristian trochę za bardzo się wszystkim przejmuje i nie daje jej czasami chwili w samotności.
Rozmawiałyśmy spokojnie, dopóki nie zauważyłam Roury.
Wiedziałam, że będzie chciał ze mną porozmawiać.  Odetchnęłam głęboko.
____________________________________________________________________

Możecie mnie zabić.
Wiem, że krótki ale nie potrafię ostatnio zbyt wiele napisać...
Wybaczcie..